Nr
024, Czerwiec 2006r.
Co
słychać w naszej "Przystani"?
*
Pracowity urlop prezesa w Polsce: -zmiana miejsca wystawy -
legendarnego „Pryszcza”, - uczestniczenie w zjazdach: „garbusiarzy”
i „harleyowców”, w rajdzie motocyklowym – „Hubalu”, prelekcja
w klubie „Beduina” w Dworku Bialopradnickim, inne spotkania.
* Niezapomniane wakacje Asi i Cezarka.
* Globalna Medytacja Festiwalu Pokoju.
* * *
„Pryszcz” - z Niemiec do Polski
W majowy piatek po 17 latach ozdabiania AutoMuzeum w Wolfsburgu
(Niemcy)
garbus nazwany pieszczotliwie „Pryszczem” wrócil do Polski.
Samochodem tym w latach 1977-79 odbylem podróz dookola swiata
przez 35 krajów w ciagu niespelna dwóch lat po pieciu kontynentach.
Obecnie stroi najwiekszy salon samochodowy Wolkswagena Sobieslawa
Zasady w Warszawie. Po tygodniach wymiany czesci i naprawy „Pryszcz”
nadaje sie do jazdy po polskich drogach. Od wrzesnia pod moja
nieobecnosc dodaje splendoru zjazdom garbusiarzy w Polsce. Ostatnio
wrócil ze zlotu garbusów z Garbów kolo Poznania, gdzie byl pod
opieka Filipa Habasa. Az nie do wiary - do tej pory nikt nie
zrobil podobnego wyczynu, by w pojedynke okrazyc kule ziemska
samochodem.
Kraków i Sulistrowiczki– ogólno europejskie zjazdy „garbusów”
Nie moglem nie odmówic zaproszenia na zjazdy „garbusów” bedac
w tym czasie w Polsce. Choc mój garbus jeszcze nie byl gotowy
do jazdy, pojechalem wypozyczonym „Tranzitem” od przyjaciela
„Gnata” (Slawek Gnatowski), by osobiscie uczestniczyc w tych
spotkaniach. Trafilem na imprezy dzieki bratniej duszy – Filipowi
Habasowi z którym utrzymuje kontakt od lat. Filip zna terminy
i miejsca wszystkich zjazdów garbusiarzy w Europie, u niego
mozna kupic kazda czesc do garbusa.
Kryspinów pod Krakowem z pieknym jeziorem przyciaga garbusiarzy
z calej Europy juz od 6 lat. Organizatorem tych imprez jest
krakowianin Artek z klubu – „Garbata Stokrotka”. W imprezie
bralo udzial przeszlo 300 róznych garbusów i ogórków. Kazdy
jeden byl inny, wszystkie mialy dusze, wszystkie przyciagaly
swym wygladem i kolorem. Trzydniowa impreza po godz 18:00 odwiedzana
byla przez licznych fanów i publike bez oplat za wstep. Punktem
kulminacyjnym tej imprezy byla jazda gesiego po ulicach Krakowa
pod budynek burmistrza. Na placu nie mogly sie pomiescic wszystkie
okazy, wiec zaparkowano reszte wzdluz ulic. Podczas przejazdu
kolorowego korowodu wszystkie pojazdy zatrzymywaly sie i pozdrawialy
klaksonami. Ludzie stojacy wzdluz ulic wymachiwali i klaskali.
Do Sulistrowiczek w rejonie Wroclawia bez dobrej mapy trudno
by bylo trafic. Impreza o podobnym charakterze nad jeziorem
zwabila setki róznych wolkswagenów.. Byla dobrze zorganizowana.
Czekali na mnie organizatorzy z Filipem, który namówil mnie
na ten zjazd. Po spotkaniu z przezroczami z wyprawy dookola
swiata, grupa dziekujac mi za opowiesci z podrózy zaspiewala
„sto lat”! Na drugi dzien, spora grupa entuzjastów wypraw czekala
na spotkanie ze mna, by namówic mnie na wspólny rajd dookola
Europy. Udzielilem porad, by rajd odbyl sie bez przykrych niespodzianek.
Na obu zlotach tych slawnych pojazdów zaprzyjaznilem sie z wieloma
ciekawymi entuzjastami Wolkswagena. Uzgodnilem z dyrekcja salonu
VW-gena, gdzie stoi mój „Pryszcz”, zeby wydala pozwolenie na
uczestnictwo garbusa w przyszlych imprezach, w których ja nie
bede mógl brac udzialu.
Po uczestniczeniu w zlotach garbusiarzy moja dorastajaca córka
– Asia nie chce slyszec juz o innym samochodzie, jak tylko o
garbusie, którego by chciala miec w posiadaniu jak najpredzej.
Juz wybrala sobie kolor i imie. „Nie chce slyszec o innych,
które poruszaja sie po drogach amerykanskich” - to jej slowa.
Karpacz – Europejski Festiwal Harleyów
Zaskakujace miejsce – „Western City” – niespelna dwa km od Karpacza
– to dopiero mekka dla róznych motocykli a w szczególnosci dla
róznego typu harleyów. Pomimo niepewnej pogody uczestniczylo
okolo tysiaca wspanialych dwókolowych maszyn. Organizatorem
tej imprezy byl H.O.G. z Warszawy pod przewodnictwem Dariusza
Kramka – prezesa tej grupy. Impreza zaszokowala mnie rozmiarem
i pomyslowoscia. Cala okolica dudnila dzien i noc od glosnej
pracy silników. Nie brakowalo turystów, którzy specjalnie przyjechali
w tym czasie, by uczestniczyc w imprezach i podziwiac przepiekne
harleje. Czulem sie jak w jakims kowbojskim amerykanskim miasteczku,
w którym sa saloony, bary, zajazdy, hoteliki i inne atrakcje
w stylu westernowskim. Brakowalo tylko angielskiego jezyka.
Rózne konkursy lansowaly nowych bohaterów imprezy.
Organizatorzy wlaczyli mój przyjazd do programu imprezy, bym
przedstawil film slajdowy z odbytej podrózy harleyem dookola
swiata. Nie wystarczyl jeden pokaz. Poproszono mnie o powtórke
w nastepnym dniu. Jeszcze wiecej przybylych niz dnia poprzedniego
obejrzalo prelekcje. Goszczony bylem z cala rodzina a syn Cezarek
jezdzil na zmiane z róznymi baikierami caly dzien do oporu,
jak szalony.
Turystyczny Rajd Motocyklowy – „HUBAL”
Na ten rajd w Spale trafilem niespodziewanie. Zaprosil mnie
z cala rodzina komandor trasy - Piotr Czech, który z komandorem
Rajdu - Krystyna Jusis byli organizatorami. Stara przyjazn odzyla
i stalismy sie przez przypadek goscmi honorowymi w tej patriotycznej
imprezie. Byla to IV Runda Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych.
Duze brawa dla organizatorów. Tyle motocykli starej daty nie
widzi sie na codzien. Parada od motocykli z lat przedwojennych
do tych najnowszych. Byly: BMW R-35 i R100 65 PD, MW-750, Dniepr
MT-12 i MT-16, NSU OSL-351, Junaki, skuter-OSA M-52, Honda Shadow
VT600, Suzuki Intruder 800US, WSK-125, M-72, Dniepr-MT12, Jawa-250,
Honda-Africa Twin 750XRV, Shl-125, Sokól-125, AWO 425T, AVO-Simson-250
i wiele innych. Wszystkie byly sprawne i uczestniczyly w róznych
konkursach jazdy.
* * *
“Moje pierwsze polskie wakacje”
Po roku intensywnej nauki w Polsce, gdzie brat Cezar chodzil
do III klasy a ja do VII - przyszedl czas na wakacje. Czekalismy
na nie z utesknieniem, gdyz tata powiedzial nam juz dawno, ze
pokaze nam jak w swojej mlodosci spedzal wakacje w Polsce. Po
szkole chodzilismy do ogniska „Dzieci Ulicy” - „Dziadka” Kazimierza
Lisieckiego na zajecia, które byly przeplatane róznymi konkurasami,
zabawami i wystepami. Zwiedzanie Warszawy i miejsc interesujacych
(muzea, wystawy) mamy za soba. W weekendy wyjezdzalismy z babcia
wciaz to w inne miejsca. Tak, ze caly czas pobytu w roku szkolnym
mielismy wypelniony. Inaczej by bylo w Stanach.
...Przylecieli rodzice ze Stanów. Tata zapowiedzial, ze pojezdzimy
po Polsce, by poznac blizej swój kraj. Zapowiadalo sie czadowo!
Pierwszym wyjazdem byly Mazury. Przy sprzyjajacej pogodzie plywalismy
na kajakach, wypozyczonych z PTTK-u w Rucianem, nad jeziorem
Nida. Z poczatku ja z mama a Cezar z Tata uczylismy sie wioslowania.
Pierwszy raz siedzielismy w kajaku; trzeba bylo pilnowac sie.
Strach ogarnial, kiedy plynelismy daleko od brzegu i bujalismy
sie na falach od szalejacych motorówek. Raz myslalam, ze sie
wywrócimy. Ale, juz od drugiego dnia za pozwoleniem rodziców
plywalismy sami, konkurujac miedzy soba. Nocowalismy na skraju
lasu, do którego chodzilismy z rana na jagody. Od komarów chronily
nas spiralki znane od dawna. Nienasycenie sie wioslami dalo
nam i tak w kosc. Muskuly nawalily po pierwszym dniu choc wioslowac
sie chcialo. Te kilka dni szybko zlecialo.
Pewnej niedzieli bralismy udzial w konkursie malarskim, zorganizowanym
przez Ogniska Mlodziezowe Dziadka Lisieckiego, na terenie Starej
Pomaranczarni w Lazienkach. Kazde dziecko otrzymalo farby i
sztalugi z plótnami. Na lawkach siedzieli zaproszeni polscy
aktorzy i inne osobistosci kultury i sztuki. Zadaniem naszym
bylo namalowac ich portrety. Ja malowalam Justyne Steczkowska
– aktorke z serialu telewizyjnego „Kochaj Mnie Kochaj”. Ciekawe
malowidla przeznaczone byly na licytacje dla naszych ognisk.
Zdradze tu ciekawostke. Jedna z najmlodszych kolezanek malowala
portret naszego taty. A, ze byl nie podobny do niego, nazwala
te arcydzielo „Potworkiem”. Smiechu bylo duzo przy oglaszaniu
nagród.
Druga, dalsza wycieczka byla zwiazana tez z woda, ale bardziej
ciekawsza i trudniejsza. Tata wypozyczyl zaglówke w jednej przystani
wodnej nad Zalewem Zegrzynskim. Przez caly dzien szykowalismy
sie do podrózy wodnej w góre Narwii. Zgromadzilismy potrzebny
ekwipunek i pozywienie. Z tylu zaglówki przyczepiony motor pomagal
plynac w góre rzeki. Ciekawi bylismy spedzenia wakacji na zaglówce,
która miala byc dla nas domem i transportem. Te noc spedzilismy
juz w przystani, na zaglówce. Na drugi dzien z samego rana,
kiedy jeszcze woda byla spokojna, odbilismy od kei. Plynelismy
specjalnym szlakiem wyznaczonym przez boje o kolorze czerwonym
i zielonym. Wszyscy bylismy na pokladzie i patrzylismy dookola,
patrzylismy do tylu jak maleje nam w oczach wyjscie z przystani
do momentu zlania sie w jedna linie brzegowa. Pierwsze godziny
przy sterze stal tata a my obswajalismy sie z nieznanym do tej
pory rodzajem podrózowania. Musial uwaznie trzymac sie locji
na tym wielkim rozlewisku by wplynac w rzeke Narew a nie w Bug,
które wpadaly do tego jeziora obok siebie. Juz minelismy pierwszy
most na rzece, brzegi tu nie byly tak daleko od nas. Nie moglismy
sie doczekac z bratem, kiedy bedziemy w roli sternika. Moja
pierwsza próba wyszla doskonale, Cezar mial problemy utrzymac
lódke w linii kursu. Widocznie nie uwazal jak tata objasnial
zasady plywania i przestrzegania przepisów na wodzie i jednostce
plywajacej. Po kilku godzinach wyszlo slonce i opalalam sie
na deku, na dziobie plynac i bujajac sie na falach. Co za przygoda!
Do tej pory zazdroscilam ludziom jak plywali na lodziach i beztrosko
lezeli sobie na pokladzie opalajac sie. Teraz ja jestem w takiej
roli. Na sniadanie zatrzymalismy sie na dzikim skrawku plazy
przy brzegu. Pochodzilismy wzdluz brzegu sciezka wydeptana przez
rybaków z pobliskiej wsi i zbieralismy jerzyny.
Pierwszym postojem byl Pultusk. Zwiedzilismy Dom Polonii „Stowarzyszenia
„Wspólnoty Polskiej” – elegancki hotel z piekna przystania wodna.
Dyrektor – pani Alicja Walczyk, potraktowala nas jak gosci z
dalekiej arizonskiej polonii, opowiedziala nam historie tego
zamku i ugoscila nas godzinnym plywaniem na gondolii po rezerwacie
wodnym specjalnymi szlakami. Tata spotkal niespodziewanie swojego
znajomego sprzed lat, kiedy plywal zaglówka tym szlakiem wodnym
z Warszawy na Mazury. Pan Bogdan sprawuje tam role bosmana od
ponad 30 lat. Grzecznosciowo otrzymalismy pozwolenie dowolnego
uzywania brzegu przystani z jej pomieszczeniami. Czulismy sie
jak u kogos z rodziny; telewizja, prysznic, kuchnia byly do
naszej dyspozycji. Zatrzymalismy sie na noc w tym uroczym miejscu.
Spalo sie wspaniale, kazdy w swoim kojku, nie bujalo. Spiralki
przeciwkomarowe, wypróbowane od lat przez tate dzialaly skutecznie.
Po sniadaniu kupilismy na rynku sprzet wedkarski i wyplynelismy
dalej w góre rzeki. Nie dalismy rady doplynac do ujscia Pisy
do Narwii. Maly stan wody i liczne mielizny utrudnialy z dnia
na dzien plyniecie. Po zatrzymaniu sie na nocleg przed Ostroleka
w jakiejs wiosce postanowilismy dalej nie forsowac rzeki a splynac
spowrotem. Tego wieczoru brat wybral sie na poszukiwanie robaków
i stanal w mule niefortunie na kawalku rozbitej butelki. Zaczal
wrzeszczec przerazony. Stalam kolo niego i z wrazenia gdy zobaczylam
krew tez zaczelam krzyczec. Rodzice przybiegli szybko. Co sie
stalo? Rana krwawila bardzo. Tata scisnal noge nad rana, zahamowal
krwawienie i zawiazal bandazem. Okazalo sie, ze nie ma w poblizu
lekarza. Nie bylo mozliwosci zawrócenia w nocy, bylo zbyt ryzykowne.
Raniutko splynelismy ostroznie w dól rzeki uwazajac na plycizny,
które dawaly sie we znaki poprzedniego dnia. Kiedy dotarlismy
do doktora to powiedzial, ze juz jest za pózno na zszycie rany.
Oczyscil, opatrzyl i dal proszki.
Po drodze zacumowalismy sie w okolicy Zamsk Koscielnych i poszlismy
na wies by dokupic prowiantu. W jednej zagrodzie mama kupila
mleko jeszcze cieple - prosto od krowy. Wyobrazalam sobie, ze
te mleko bedzie pachnialo wstretnie, jeszcze takiego nie pilam.
Po namowie mamy uleglam i spróbowalam. Szybko zmienilam zdanie
i wypilismy od razu cale przyniesione mleko, az zabraklo dla
taty. Dokupilismy wiecej i pilismy wszyscy po drodze. Pierwszy
raz widzialam prawdziwe bocianie gniazdo na slupie telegraficznym
przy drodze a w nim dwa male bocianki. Starych bocianów nie
bylo pewnie, wybrali sie na zabki.
Wracajac kilka razy zarylismy sie w piasek i musielismy wypychac
lódz z mielizn, woda byla na samym srodku rzeki po kolana. Mijalismy
plywajace labedzie z malymi i stojace na brzegu czaple. Na postojach
lowilismy ryby. Obieralismy je, smazylismy w mace i jedlismy
w calosci oblizujac palce. Co za pychota!
Wplywajac na jezioro zegrzynskie w drodze do przystani zlapala
nas okropna burza. Byla tak wielka, ze nie moglismy plynac locja.
Nie widzielismy bojek ani ladu, zrobilo sie szaro wokolo, chustalo
lódka bardzo, deszcz padal a nas mdlilo. Tak stalismy na srodku
jeziora przez kilka godzin. Gdy sie troche uspokoilo z ledwoscia
dobilismy do celu. Przy pomocy kilku mezczyzn przycumowalismy
zaglówke szczesliwie przy kei.
Ten wyjazd wspominam najbardziej. Przez kilka tygodni lódka
byla naszym domem plywajacym, nasza plaza i hotelem. Pogoda
zmienna – od slonecznej do sztormowej. Teraz bardziej wyobrazam
sobie taty wakacje pod zaglami jakie odbywal w mlodosci. Bede
za nimi tesknic. Choc uczestniczylam jeszcze w kilku zlotach
samochodowo – motyocyklowych ( Kraków, Sulistrowice, Karpacz,
Spala), to wakacje na wodzie zostana mi na zawsze w pamieci.
Dzieki tym wielorakim wycieczkom zorganizowanym przez tate nabralam
wiecej doswiadczenia zyciowego. Poznalam blizej swoja Ojczyzne,
piekno jej przyrody i krajobrazów. Oto przeciez chodzilo tacie.
- Asia Sochacka (13), 2006
* * *
MANIFESTACJA POKOJU NA ZIEMI
Dnia 16 wrzesnia o godz. 16:00 odbyla sie w „Przystani” pierwsza
tego rodzaju impreza – „Globalna Medytacja Festiwalu Pokoju
dla Ziemii i jej mieszkanców”. Organizatorem i gospodarzem spotkania
byl znawca historii Majów - Wieslaw Ochocki. Wieslaw przedstawil
nam historie Tanca Ziemii i medytacji globalnej jak i przewodniczyl
duchowo w jej celebrowaniu przy sluchaniu spirytualnej muzyki.
O tej samej porze od 10 lat w 300 miastach 60 krajów wiele organizacji
i miliony ludzi czci pokój.
Organizacja Narodów Zjednoczonych celebruje od 25 lat miedzynarodowy
dzien pokoju, który przypada na 21 wrzesnia. W tym dniu o 12-tej
w poludnie - Generalny Sekretarz – Kofi Annan uderza w Dzwon
Pokoju i po tym nastepuje minuta ciszy. Caly weekend jest zarezerwowany
na spotkania, gry i zabawy dla wszystkich - dzieci i starców.
Zaangazowanych jest duzo pisarzy, polityków i biznesmenów. Walcza
oni z wyzyskiem ludzi najmniej zarabiajacych, z nierzadem, z
wykorzystywaniem dzieci do pracy, z wojnami grabiezczymi, z
niewolniczym systemem pracy, z terroryzmem swiatowym itp. Na
swiecie znajduje sie 5 glównych siedzib tej globalnej fali pokoju:
-Cape Town (Poludniowa Afryka), -Amsterdam (Holandia), -Miami,
Floryda (USA), -Sydney (Australia), -Laytonville, Ca (USA).
W pogodnym nastroju przy blasku ksiezyca siedzielismy do póznych
godzin. Pociesza fakt, ze przybywa w szybkim tempie coraz wiecej
osób z pokojowymi aspiracjami.
Orientacja: www.erthdance.org - Adam Glob
* * *
* * * * Horoskop Galijski cd.
JESION (25 V – 3 VI i 22 XI – 1 XII )
Marzyciele, czasem dziwacy, egzaltowani daza do wzbudzenia podziwu.
Niezbyt zgodni, z humorami, nie znosza ograniczen. Przesadnie
ambitni, odnosza sukcesy, bo nie licza sie z otoczeniem, lecz
daza „po trupach” do celu. Grymasza, ale maja pewnosc, ze przeciwnik
ustapi. Wiedza, kiedy nie mozna posunac sie dalej. Piekni i
wytworni, sa bardzo trudni we wspólzyciu. Czesto wyruszaja na
milosne podboje. Sa to jednak zwiazki przelotne. Malzenstwo
zawieraja po dlugim namysle, glebokiej rozwadze, czesciej z
wyrachowania niz z potrzeby serca. Jesli wiec zaszczyca kogos
swymi wzgledami, moze winien sie czuc usatysfakcjonowany, ale
czy warto?
GRAB ( 4 VI – 13 VI i 2 XII – 11 XII )
Bywaja sympatyczni, mili, choc bez wiekszego wdzieku, uczciwi
w stosunku do partnerów, których traktuja powaznie. Czasem dokonuja
wielkich czynów. Przepadaja za uznaniem i pochwalami, choc sami
sa oszczedni pod tym wzgledem. Zdarza sie, ze maja zdolnosci
przywódcze. Sa wyjatkowo energiczni, inteligentni, przedsiebiorczy,
odwazni a nawet agresywni i popedliwi. Maja rozwiniete poczucie
obowiazku. Konserwatywni, jesli godza sie na jakiekolwiek zmiany,
to z ogromnymi oporami. Sami nie przejawiaja wiekszej inicjatywy.
Podejmuja dzialania tylko wówczas, gdy sa pewni rezultatów.
Sa na ogól ludzmi prawymi, daza do zamierzonych celów prosta
droga, brzydza sie podstepem. c.d.n.
* * * * Kacik Kucharza:
NA SWIETO ANDRZEJA ( 30 listopada )
Na imieniny Andrzeja podajemy pieczonego indyka, a odkad mozna
kupic oddzielnie piers – z niej wlasnie robimy pieczen. Kroimy
ja potem w plastry, ukladamy na eleganckim pólmisku i dekorujemy
czastkami pomaranczy, kiwi czy innymi poludniowymi owocami.
Piers idyka z owocami: Przygotowac: 1 kg piersi z indyka, 2-3
owoce kiwi, mala puszka ananasa, kilka gozdzików, sól, pieprz,
szczypta galki muszkatolowej i swiezo utartego imbiru, 2 lyzki
masla. Oplukany kawalek miesa natrzec przyprawami, naszpikowac
gozdzikami i wlozyc do zaroodpornego naczynia wraz z lyzka masla.
Wstawic do goracego piekarnika i piec okoo 90 minut, polewajac
od czasu do czsu wrzatkiem, a potem utworzonym sosem. Ananas
odcedzic z zalewy, pokroic w pólplasterki lub w kostke. Na 10
minut przed koncem pieczenia dolozyc do miesa i chwile podgrzewac,
zmniejszajac ogien. Zyczymy – smacznego!
* * * * Kacik Humoru:
* Wchodzi staruszek do konfesjonalu i nawija:
-Mam 92 lata. Mam wspaniala zone, która ma 70 lat. Mam dzieci,
wnuki i prawnuki. Wczoraj podwozilem samochodem trzy nastolatki,
zatrzymalismy sie w motelu i uprawialem seks ze wszystkimi trzema...
-Czy zalujesz synu, tego grzechu?
-Jakiego grzechu?
-Co z ciebie za katolik?
-Jestem zydem...
-To czemu mi to wszystko opowiadasz?
-Wszystkim opowiadam !!
* Dwóch zydów zwiedza Watykan,
Podziwiaja przepych i bogactwo.
-Popatrz, a zaczynali od stajenki.
* Idzie baba do lekarza, a lekarz tez baba.
* * * * Powiedzonka, Afirmacje :
Toomorow is the first day of the rest of your live. (Jutrzejszy
dzien jest pierwszym dniem reszty twojego zycia).
Dog barking but man talking. (Pies szczeka ale czlowiek mówi).
Jedyna specjalnoscia, która hanbi czlowieka jest prózniactwo.
Bez silnego postanowienia czlowiek jest jak mlyn bez wody.
Historia lubi sie powtarzac, bo za pierwszym razem nie zwracamy
na nia uwagi.
Kto za kogo reczy, tego diabel meczy.
Zyc jest bardzo niezdrowo. Kto zyje – umiera.
Mam dosc czasu na wszystko, co jest wazne w moim zyciu.
Oddycham calym soba, lacze cialo, ducha i umysl.
Uwalniam sie od wszystkiego co negatywne.
Otwieram sie na piekno zycia.
ELIKSIR ZYCIA – cudowny napój (kamien filozoficzny).
*
* * * Kacik Wydawcy:
Mile widziana jest mlodziez w pisaniu swoich ciekawych spostrzezen
z otaczajacego zycia lub ze spedzonych wakacji w naszej gazetce.
Odrzucic treme w pisaniu - pomozemy i poprawimy. Pamietajmy
!!! – naszym jezykiem jest jezyk polski gdziebysmy sie nie znajdowali
a kazdy inny jezyk potrzebny jest tylko do egzystencji tam,
gdzie zyjemy. Bawmy sie razem! – to nasza mysl przewodnia.
Warto miec lacznosc z “Przystania”. Jest to droga - „odnalezienia
sie”.
- Andrzej Sochacki
* * * * Kalendarzyk; (co? gdzie? kiedy?)
* Dnia 18 listopada br. w sobote, o godz 19:00 w „Centrum Wagabundy”
Andrzeja Sochackiego – film dokumentalny poswiecony pamieci
najwiekszemu bohaterowi II-giej W.S. – rotmistrzowi Witoldowi
Pileckiemu, uhonorowanym posmiertnie najwiekszym odznaczeniem
panstwowym - „Orlem Bialym” przez Prezydenta R.P. – Lecha Kaczynskiego.
(Obecnosc obowiazkowa).
* * *
* Dla przypomnienia: Spotkania w Centrum Wagabundy odbywaja
sie cyklicznie (luty, maj, sierpien, listopad) w najblizsza
sobote srodka miesiaca o godz. 19:00. Przynosimy ze soba co
kto lubi, jak zwykle. Informacje: 602-244 1293
- Zapraszamy uprzejmie wszystkich. |