SZÓSTY ETAP II część (B)

EGIPT (31), (165)
Kilka godzin spędzonych na promie po Nilu rozlałym i wyglądającym jak jezioro zleciało szybko rozmowiając z ciekawskimi pasażerami.
…Tym razem bez problemu „Zabawka” zjechała z promu na ląd w stronę oficjalnej granicy na której nie było sprawdzania dokumentów. Od tego momentu znalezłem się w kraju z którego udam się w dalszą kończącą drogę. Gdy Libia będzie przejezdna to pojadę nad Morzem Śródziemnym do Maroka. W innym przypdku zakończę podróż na Egipcie. Ale trzeba było dobrnąć do Kairu by zorientować się w sytuacji.

…Zatrzymałem się na krótko w Aswan, pierwszym egipskim mieście z przeważającym swoistym stylem, językiem i kulturą afrykańską, inną niż północ kraju. Do niego można też dopłynąć bezpośrednio statkiem z Sudanu.
Jadąc przez pustynny teren jechałem uważnie wypatrując znak Równoleżnika Raka ale nie dopatrzyłem się, minąłem te miejsce nie wiem kiedy.

…Dojechałem do pół milionowego Luxoru pod wieczór. W hotelu oglądałem w TV programy po angielsku. Następny dzień zleciał szybko na chodzeniu między ruinami 4000 letniego miasta. Po objedzie pojechałem dorożką do Karnaku podziwiać świątynie, katakumby i kilkunastometrowe posągi będące sercem zmodernizowanego miasta.
…Nie pojechałem drogą – szlakiem turystycznym wzdłuż Nilu a skierowałem się nad Morze Czerwone. Po drodze zatrzymałem się w miasteczku turystycznym Hurghada, by dowiedzieć się o połączeniu wodnym z Półwyspem Synajskim. Zdziwiony byłem, jak słyszałem język rosyjski dookoła. Na szybach biur podróży napisy po arabsku, angielsku, rosyjsku i polsku „WYCIECZKI”. Turyści – urlopowicze przylatują tu by wodolotem przedostać się przez Morze Czerwone do rozrywkowego miasta Egipskiego – Sharm el Sheik, które Egipcjanie nazywają swoim „Las Vegas”. Tam przybywają pasjonaci podwodnych wrażeń by uprawiać skuba-diving wśród pięknej scenerii podwodnej koralowcow i kolorowych rybek.
Nie znalazłem połączenia wodnego by z „Zabawką” popłynąć na półwysep. Nie ma takich promów a prywatnym kutrem zaśpiwali 1000 dolarów. …Nie myślałem długo, wyruszyłem z rana do Suesu i tunelem pod morzem przedostałem się za 50 centrów na Półwysep Synajski by wieczorem zjeść kolację w Sharm el Sheik. …Szukając hotelu zawarlem znajomość z dwoma muzułmanami – Taho i Aset. Taho- młody biznesmen, Aset prywatny dedektyw. …Z nimi spędziłem resztę wieczoru. Umówiłem się razem na celebrowanie Nowgo Roku – 2017.
Następnego dnia pojechałem na górę St. Katariny i Górę Synaj leżących powyżej 2400 metrów n.p.m. Te dwie historyczne znane góry z czasów mojżeszowych odwiedzane są masowo przrez turystów z całego świata. Są tam specjalne ścieżki dla turystów mniej i więcej zaawansowanych w chodzeniu po górach. Dla starszych i słabszych czekały do wynajęcia wielbłady, które za 20 dolarów wnosiły każdego na górę Synaj. …Wszedłem częściowo na górę St. Katariny by wrócić zmarznięty i rozgrzać się grzanym piwem w retauracyjce hotelowej. Spałem tej nocy pod czterema kocami i włączonym grzejniku obawiając się przeziębienia. Zaparkowana „Zabawka” pod schodami wejściowymi „Beduin Camp” przyciągała turystów. Właściciel hotelu widząc to zafundował mi kolację.
Po śniadaniu wróciłem nie spiesząc się, lekki na duchu, do Sharm el Sheik i w „The Rock Hotel”, spotkałem się wieczorem z poznanymi wcześniej kolegami, którzy przybyli by spędzić razem noc sylwestrową. Chciałem zobaczyć jakieś kasyno, …nie udało się tej nocy, są tylko dla cudzoziemców a nie dla swoich.

…Nowy Rok przywitaliśmy toastem w jednej palarni fajkami wodnymi gdzie Ates zachłystywał się jakąś wymyśloną mieszanką tytoniową. Spróbowałem i nic nie czułem gdyż dym przefiltrowany przez wodę stracił zapach i moc. Ja wolałem pić „scrudriwer” (wódka z sokiem pomarańczowym). W gwarze i ciasnocie przeleciała noc bez fejerwerków nie wiem kiedy. Podobało mi się składanie życzeń noworocznych wszyscy wszystkim. Muzykę i śpiew tłumił bełkot wielojęzyczny na sali. Ludzie, przeważnie wizytujący miasto, tańczyli stojąc w miejscu, …wyglądało ogólnie jakby wszyscy trzęśli się z zimna.
My mieliśmy swój kącik dla palących fajki. Moi koledzy palili, ja piłem koktajle. I tak zleciało kilka godzin. …Taho nie pił alkoholu, odwiózł mnie do hotelu.

…A tam dopiero wrzawa na całego. Przeważnie handlarze rosyjscy podhmieleni, rozśpiewani zastopowali mi drogę i wskazali barek na którym stały napełnione lampki z szampanem. No cóż, cygan dla towarzystwa dał się powiesić, więc wychyliłem pare szampańskich lampek i pogadałem sobie po rosyjsku, którego w takim wydaniu nie znałem. Na ścianie wisiał ekran TV z programem sylwestrowym prosto z Rosji. …I kilka następnych godzin upłynęło do rana. …Nie wytrzymałem tempa, poszedłem spać. …Ba, spać nie mogłem, muzykę i śpiew słyszałem. Włączyłem TV, i u mnie program rosyjski leciał tej nocy. …Zasnąłem nie wiem kiedy. Obudziłem się głodny, poszedłem na śniadanie. A tu czysto na sali, posprzątane, …było już po regulaminowym czasie. Na ulicy wszystko pozamykane. Wróciłem do pokoju, spakowałem się i wybyłem.
Powoli podjechałem pustymi ulicami, miasto spało, do „ Synai Grand Casino”. …Było kilku grających. Po sprawdzeniu tożsamości przysiadłem się do stołu, wymieniłem 20 dolarów na 4 żetony. …Pierwsze rozdanie „stół” po równo z rozdającym karty, Drugie, trzecie, czwarte – moja wygrana. Piąty raz i też była moja wygrana. Szósty, lepszy rozdający. Skończyła się dobra pasja. …Starym zwyczajem zrobiłem stop i odszedłem od stołu. Do przodu byłem 25 dolarów. Po drodze stanąłem w Suesie i zafundowałem sobie wyborny objad w hotelu „Novotel”. …Podjechałem do centrum w Kairze i przespałem się w „Zabawce” by z rana podjechać pod Polską Ambasadę.
…Pan konsul wziął mnie w opiekę; miła i rzadka niespodzianka. Sprawy: wymiana paszportu, wizy, transport samochodu do Europy na pierwszym planie. Gościnny pokój, internet i inne sprawy umiliły mi pobyt w Kairze.

Żal mnie ogarnął kiedy dowiedzialem się, że przejazd przez Libię jest niemożliwy. Nie ma rady na układy. Posłuchałem konsula, zrezygnowałem z jazdy w kierunku Maroka by zamknąć pętlę w miejscu startu. …Pracownik ambasady wyszukał mi transport „Zabawki” do Europy i zarezerwował lot. Ja w tym czasie pojeździłem po Kairze i po okolicach, których nie znałem. Szkoda, że nie spotkałem żyjącego kombatanta ani rodziny kombatabckiej, złożyłem wizytę na cmentarzu gdzie leżą polscy żołnierze; zostały biało-czarwone kwiaty.
Odwiedziłem przeszło stu-letni kościół polski Św. Marka, jeden z najstarszych w Egipcie, którym od lat opiekuje się o. Kazimierz borykając się z wieloma problemami. Kościól odwiedził w swoim czasie Józef Piłsudski. …Mieszka dużo Polaków w Kairze ale Polonia jako taka organizacja nie istnieje; smutek, każddy sobie rzepkę skrobie. …Takie to czasy.

…Olbrzymia 20 milionowa stolica Egiptu pozostała ze swoiskim stylem, który poznałem podczas poprzedniej wizyty. Na ulicach można spotkać zamożnych jak i biedaków wałęsających się od rana do wieczora, zobaczyć nowoczesne szklane budowle jak i rudery sprzed …set lat, które nikomu nie przeszkadzają. Jeżdżą pięne drogie samochody ale wśród nich przewija się czasem ośli lub konny zaprzęg, wszyscy są wyrozumiali. …Taki właśnie jest urok większych metropolii afrykańskich. …Opuściłem wizytę w Gizie z Swinksem i faraońskimi piramidami jak stukilkudzisięcio metrowej wysokości piramidę Cheopsa sprzed 2000 BC i inne historyczne zabytki. …Przyszedł czas na wyjazd do Aleksandrii, portu z którego popłynie „Zabawka” do Włoch.

…W ten sposób zakończyła się przygoda „Zabawką” – moim stalowym przyjacielem po obrzeżach Afryki, opisywana po krótce w internecie na bieżąco. …Afryka, fascynujący i egzotyczny kontynent gdzie życie zatrzymało się w miejscu; opuszczam go z myślą o powrocie.

…Z Kairu, w pierwszym kraju przymorskim i ostatnim obecnej wyprawy, zasyłam dla miłośników dalekich eskapad w nieznane Pozdrowienia z Życzeniami Spełnienia Marzeń w 2017 Roku. …Do zobaczenia.
– Jędrek
*
Statystyka „Zabawki” bez większych zmian:

Ogólnie przeszło 10 mcy, 42 kraje, około 50 tys km

W Polsce: 7 dni
W Europie: 10 dni
W Afryce: 285 dni
Dystans: 42,200 km
Szybkość w drodze: 0-30 km/h teren, 100-110 km/h autostrada
(przeciętna jazdy: 146 km / dzień)
Zaliczonych krajów: 31 – w tym: Sudan (9 dni), Egipt (20 dni)
Potrącenia: 3 – koziołek (Mauretania), małpka (Mozambik), osioł (Tanzania)
Kłopoty: 2 – zguba karty kredytowej (Gwinea), brak kartek paszportowych (Nigeria)
Urazy: 3 – zwichnięte palce w ręce (Senegal), skręcenie nóg w kolanach, stłuczenie łokcia
(2 Ghana)
Pogotowie: 1 – szpital, kolano (Etiopia)
Naprawy: 8 – karoseria (Liberia), tłumik (Nigeria), tylne amortyzatory (Gabon), błotniki
i drążki pionowe w przodzie (2 RPA), tłumik (Kenia), układ wydechowy,
tylne amortyzatory (2 Etiopia)
Rotacja kół: 1 – Kenia
Zmiana oleju: 2 – Ghana, Kenia
Kapcie: 8 – Sierra Leone, Ghana, Kamerun, Sudan (2), Egipt (3)
Felgi skrzywione: 5 – Nigeria (2), Mozambik (2), Etiopia
Dekle stracone: 5 – Senegal, Gwinea (2), RPA, Mozambik
Wymiana akcesorii: 3 – żarówka krótkie (Polska), żarówka długie, migacz tylny (2 Kenia)
Wypadki: 0
Mandaty: 0
Choroby: 0

P.S.
PODZIĘKOWANIE:
* Jadąc po Afryce, co dzień dziękowałem Bogu, że miał podróż (naszpikowaną przeciwnościami) w opiece i Matce, która mnie urodziła dając sznase niestereotypowego życia. Dziękuję moim Przyjaciołom, którzy odmawiali zdrowaśki za pomyślność wyprawy.
* Specjalne Dzięki Dealerowi „Toyota-Wola” w Warszawie za użyczenie Toyoty-kombi Corolly 1.4 cc, 2004, która sprawowała się w ciężkich warunkach drogowych zadziwiająco, lepiej niż terenowe SUV-y.
* Wielkie Dzięki Polskiemu Związkowi Motorowemu i Automobilklubowi Polski za wpłacenie kaucji za Carnet de Passages”.
* Dzięki też wszystkim – tym którzy przyczynili się do zrealizowania w pojedynkę, jadąc bez pomocy z boku, tej ciekawej eskapady i wielkie dzięki tym, którzy dopomogli mi podczas (praktycznie, finansowo, doradczo i duchowo).
* …Jeszcze raz Wszystkim Serdecznie Dziękuję !!! *
*
Co oznaczają liczby „8-65” na drzwiach samochodu?
„8” – ósma wyprawa dookoła świata (tym razem kontynentami)
„6” – szósty kontynent dookoła (Afryka)
„5” – piąty samochód
*
Wyprawę dookoła świata kontynentami rozpocząłem w 2008 roku w Bostonie, USA. Za mną: Ameryki (Płn, Centralna i Płd), Europa, Australia i Afryka. Przede mną ostatni kontynent – Azja (8-7).
*
asochacki@yahoo.com – kontakt ze mną
Więcej o mnie w internecie: azpolonia.com, pod: Centrum Wagabundy i ogólnie wpisując moje imię. …Miłej lekturki życzę – Jędrek.

(Dzięki platformie telematycznej EMTRACK zabawa trwała, zobacz: EMTRACK – Andrzej Sochacki)

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on SZÓSTY ETAP II część (B)

SZÓSTY ETAP II część (A)

SUDAN (30), (164)

Był piątek, leniwy dzień muzułmanów. Postanowiłem czekać do oporu na granicy sudańskiej. Po kilku godzinach wbito pieczątkę do „Carnetu de Passages”. Do paszportu wbito pieczątkę z uwagami wstawienia się w Khartoum do Biura Imigracyjnego w celu zarejestrowania się w ciągu trzech dni i zabronionionego podejmowania pracy zarobkowej. …Tego dnia byłem ostatnim interesantem, który opuścił granicę.
…Wyjechałem na sudańską drogę z ulgą. Znalazłem się w pustynnym kraju gdzie dwa Nile (Biały i Niebieski) łączą się w jedną rzekę Nil. Do 2011 roku Sudan był największym krajem afrykańskim. Obecnie istnieje bez Południowego Sudanu, który stworzył swoją antonomię kulturalno-polityczno-gospodarczą z państwowym godłem i granicą nową geograficznie. Trudno też do niego dostać wizę.

Zbliżał się wieczór i nie byłem pewien czy dobiję do jakiegoś postoju tego dnia. Mapa wskazywała drogę bez wiosek. Jechało się jak w Arizonie – szosa i po obu stronach piasek bez granic. Nie chciałem nocować w polu, w nieznanym afrykańskim kraju, gdzie prawo jest niesprawiedliwe. Postanowiłem pojechać nieco szybciej do bezpiecznego miejsca.
Jeszcze przed schowaniem się słońca za horyzont minąłem olbrzymi plac gdzie stało kilkadziesiąt tirów. …Okazało się, że dobiłem do miasta Gedaref zaplanowanego na ten dzień. Miasto słynące z wielkiego bazaru i tanich hoteli z których korzystają turyści jadący z Etiopii. Poza zmęczeniem jedynym pocieszeniem to była temperatura około 30 stopni C. o 17:30, sucho i nie bzykały komary w pokoju.

…Do sześcio-milionowego Khartoum leżącego w rozwidleniu Nilu gdzie dwie rzeki spotkały się razem wjechałem rankiem by pozałatwiać sprawy. Dużo czasu straciłem na szukaniu potrzebnych adresów po długich ulicach i słabo oznakowanych. Okazało się, że zarejestrowanie się kosztuje 70 dolarów. Nie mogłem pobrać pieniędzy z Visy bo w całym Sudanie bankomaty nie wypłacają z obcych kart. Musiałem wymienić 200 euro by jako tako utrzymać się po drodze. Mankamentem było brak napisów orientacyjnych w języku angielskim. Wszystkie znaki po arabsku. …Jechałem na wyczucie.
…Wyjechałem ze stolicy i stanąłem na moście Schnaba by podziwiać miejsce zejścia się dwóch Nilów – Białego i Niebieskiego, które jako Nil płynęły razem dalej przez Egipt do Morza Śródziemnego.
W suchocie pokonywałem kilometry przez Bayudzką Pustynię do Dangola, miasta powiatowego ze starymi ruinami ciągnącymi się prawie do północnej granicy.

…Podczas jednego z postojów w przydrożnej restauracji poznałem muzułmana, który zaprosił mnie w gościnę mieszkając w przygranicznym mieście – Vadi Halfa. …Okazało się, że Osama był wyższej rangi oficerem wojskowym i pomógł mi póżniej w zorientowaniu się co do warunków przekroczenia granicy z Egiptem. …Każdego wieczoru byliśmy w innym miejscu na kolacji i dodatkowo wstępowaliśmy do największej palarni i kawiarni, gdzie palono wodnymi fajkami i pito różne niealkoholowe trunki. …Mi smakowo odpowiadała aromatyzowana kawa z kozim mlekiem.
Ten dłuższy odpoczynek zregenerował mi siły do dalszej jazdy. W tym czasie przypadły święta Bożego Narodzenia, które wśród muzułmanów są pomijane. Odczuwalne były tylko w branży handlowej z dekoracjami świątecznym w sklepach i restauracjach. Dzięki Osamowi odwiedziłem małą kolonię chrześcijańską mieszkającą na krańcu miasta. Bardzo miła grupka licząca okolo 150 osób spotyka się w kościółku raz w tygodniu na wspólnej modlitwie. Utrzymują się przeważnie z pracy związanej z rzeką. Po części są wymieszani z mieszkającymi tam muzułmanami. Dzieci uczą się razem w muzułmańskich szkołach. Nikomu to nie przeszkadza w poszanowaniu jednej religii przez drugą.

Po świętach Osama zorganizował kolację zapraszając kolegów mówiących po angielsku gdyż sam nie zawsze mógł się rozmówić. Wszyscy oficerowie wojskowi, pracowali na granicy.
Okazłao się, że byli przydatni później w załatwianiu opuszczania kraju. …Wzięli paszport w swoje ręce i wskazali mi tylko restaurację żebym poczekał. Osama wyłożył pieniądze, że głowa mnie nie bolała co do ekonomicznej sprawy. Dostałem kontakt do jego kolegów pracujących w Egipcie bym uregulował płatności. Odpowiadała mi bardzo taka forma pomocy.
…Załatwiona była odprawa graniczna obu krajów dosyć szybko z wykupieniem biletu na prom Nilem do miasta Abu Simbel po stronie egipskiej. …Wielka ulga kiedy samemu się wszystkiego nie załatwia.
…Kilka dni w Sudanie zleciało szybko i beztrosko dzięki nowej znajomości. Nie przeszkadzała nam odmienna religia, poglądy na wiele spraw mieliśmy wspólne. Różnica była wtedy gdy rozmawialiśmy o innych krajach. Osama nie miał porównania gdyż poza jedyną wycieczką do miasta granicznego w Egipcie nie miał pojęcia jak świat wygląda.

…Łzy kręciły mu się w oczach przy pożegnaniu. Zawiązała się spontaniczna przyjaźń. Być może spotkamy się jeszcze raz w przyszłości, gdyż Afryka leży mi na sercu.

Z pierwszego kraju Afryki Północnej zasyłam Pozdrowionka.
– Jędrek

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on SZÓSTY ETAP II część (A)

Expedition Around Africa – 2016

By TOYOTA “Corolla” 2004

Plan is for drive over 60 thousands km (36,000 mi) trough 40 countries

Set out: Friday, 18.03.2016 at 11 a.m. from Warsaw, Poland – Castle Place

Main Start – Friday, 18.03.16 at 5 p.m., Krakow, Poland – Krakow’s Market

ROUTE:
1st LEG – From POLAND through West Europe to Gibraltar (done)
2nd LEG – Farther (South) – from Morocco to R.S.A (done)
3rd LEG – Azimuth – East, to Mozambique and Kenya
4th LEG – Through the North, direction to Egypt
5th LEG – The Mediterranean Sea, to Morocco
6th LEG – Come back through Europe, to POLAND

* * *
Journey Around Africa („8-6”) through the 35 countries is sixth part of the Andrzej Sochacki’s journey around the world by continents, which commenced on year – 2008.

This expedition is Andrzej’s grand achievement.

EMTRACK of Poland, and the Vagabond Center from USA, his constant promoter, will be accompaniment in this journey like always, marking progressive each all points of this prepared trip, with the map on internet site (EMTRACK – Andrzej Sochacki).

Prepared by EMTRACK
March 13, 2016

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on Expedition Around Africa – 2016

Addition to APPLICATION FOR VISA

Trip by countries:
I began this journey from Warsaw, Poland on the 18.03.2016 and planned to end around December/January, 2016/17. I spent 7 days in Poland, 10 days in European 11 countries (Czech Republic, Slovakia, Hungary, Austria, Slovenia, Italia, Vatican, Monaco, France, Spain and Gibraltar) and so for in Africa 258 days in 30 countries. THEY ARE:
NORTH AFRICA
1. MOROCCO (Rabat) – 7 days
WEST AFRICA – all, 14
2. MAURETANIA (Nouakchott) – 3 days
3. SENEGAL (Dakar) – 14 days
4. GAMBIA (Banjul) – 3 days
5. GUINEA BISSAU (Bissau) – 5 days
6. GUINEA (Conakry) – 13 days (7+6)
7. SIERRA LEONE (Freetown) – 6 days
8. LIBERIA (Monrovia) – 8 days (6+2)
9. MALI (Bamako) – 3 days
10. BURKINA FASSO (Ouagadougou) – 3 days
11. COTE D’IVOIRE (Yamoussoukro) – 3 days
12. GHANA (Accra) – 39 days (19+20)
13. TOGO (Lomé) – 4 days
14. BENIN (Catonou) – 58 days (41+17)
15. NIGERIA (Abuja) – 5 days
CENTRAL AFRICA – 5
16. CAMEROUN (Yaoundé) – 5 days
17. EQUATORIAL GUINEA (Malabo)– 4 days
18. GABON (Libreville) – 4 days
19. CONGO (Brazzaville) – 3 days
20. DEMOCRATIC REPUBLIC OF CONGO (Kinshasa) – 2 days
SOUTHERN AFRICA – 5
21. ANGOLA (Luanda) – 5 days
22. NAMIBIA (Windhoek) – 6 days
23. SOUTH AFRICA (Pretoria) – 13 days
* * * * * half journey * * * *
24. SWAZILAND (Mbabane) – 1 day
25. MOZAMBIQUE (Maputo) – 9 days
EAST AFRICA – 4
26. TANZANIA (Dodoma) – 7 days
27. ZANZIBAR (Zanzibar Town) – 1 day
28. KENYA (Nairobi) – 7 days
29. ETHIOPIA (Addis Ababa) – 14 days
NORTH AFRICA – all, 6
30. SUDAN (Khartoum) – days 8
31. EGYPT (Cairo) – 15 days
32. LIBYA (Tripoli) –
33. TUNISIA (Tunis) –
34. ALGERIA (Algiers) –
MORROCO (Rabat) – Finish
EUROPA – POLAND (Warsaw) – END of Expedition
Total: 1+11+34 = 46 countries, >6 months, >50 000 km

(Dzięki platformie telematycznej EMTRACK zabawa trwa, zobacz: EMTRACK – Andrzej Sochacki)

Prepared by Vagabond Center (27.XI.2016)

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on Addition to APPLICATION FOR VISA

SZÓSTY ETAP I część (B)

…Mogłem zatrzymać się na noc w ostatnim kraju z lewostronnym ruchem ale coś mnie skusiło przedostać się na stronę etiopską. …I tak zrobiłem.

Etiopia (29) (168)
Graniczna duża brama otworzyła się gdy podjechałem. Już kilka metrów dalej posuwałem się do przodu wolno po dołach i kamieniach. Brak prądu przerwał odprawę graniczną i zmuszony byłem zostać do rana na placu pomiędzy tirami przed biurem imigracyjnym. …Zrobiłem błąd, że nie zostałem po poprzedniej stronie.
…Już przed nocą strażnik zapowiedział drogie „placowe”. Spałem czujnie, gdyż nie wiedziałem co może strzelić do głowy, kręcącym się prawie całą. Gdy o ósmej zaczeły funkcjonować biura, poszedłem na skargę, że chcą jakąś zapłatę ode mnie. …Wyszedł jeden ze mną, pogadał ze strażnikiem i dał znać żebym pojechał dalej.
Przez mrowie ludzi podjechałem do celników, trzymali mnie z godzinę, udawali zajętych. Aż w końcu przybili pieczątkę wjazdu nie zaglądając do środka „Zabawki”.
I tak zaczęła się przygoda w Etiopii, która była pod panowaniem Portugalii (1600-17 wiek), Włoch do czasów II W. Ś. z widocznymi akcentami kultur: egipskiej, greckiej, żydowskiej, afrykańskiej 600bc, chrześcijańskiej, islamskiej i w końcu Etiopiańskiego Ortodoxyjnego Kościoła.

…Pogoda deszczowa. Skończył się asfalt kiepskiej jakości i trzeba było jechać do przodu po błotnisto-kamienistej z dołami drodze przez kilkaset kilometrów i ciągle do góry. Tak umorusaną błotem „Zabawką” jechałem wypatrując jakieś bezpieczne miejsce. Zatrzymałem się głodny na nowej stacji benzynowej, której menagżerem był chrześcijanin a pracownikami cała rodzina. Nie było jeszcze otwartej kawiarni czy mini marketu. Inne sklepy były daleko. …Gdy usłyszeli, że jestem głodny, żona menadżera Elsabet przyniosła z domu kolację, jajecznicę z bułkami i kiefir swojej roboty. Poczęstunek gratis. Dałem w prezencie kilka gtadżetów i ostatnią koszulkę ze znakiem Targówka kilkuletniemu synkowi. Założył ją od razu i zapowiedział, że będzie w niej spać.
Rano w mżawkę pojechałem dalej. I tak po terenowej kamienisto-glinianej drodze jechałem prawie cały dzień aż do zatrzymania się w podmiejskim motelu, 50 km przed stolicą – Addis Ababa. Dwa dni poświęciłem na odpoczynek, umycie „Zabawki”, pujście do fryzjera, który ostrzygł mnie na „afrykano”. Przed tym wygląddałem łysawo a po usłudze wyglądam łyso na okrągło. Wyjechałem z motelu po śniadaniu (omlet z dwóch jajek, bułki z masłem i miodem i biała kawa do oporu, wszystko za 2 dolary) by przez kilka kilometrów po wertepach kamienistych dojechać do początku autostrady prowadzącej do miasta.

…Po osiągnięciu centrum, trzypasmową płatną autostradą do 3,5 milionowego Addis Ababa od razu skierowałem się do Ambasady Sudańskiej po wizę, gdyż Sudan jest następnym krajem w podróży. Usłyszałem oddpowiedź, gdy będę miał Egipską wizę to bez problemu dostanę wizę tranzytową na dwa tygodnie od ręki.
Addis Ababa (Nowy Kwiat) – stolica od XIX wieku, leżąca na wysokości 2400m n.p.m. jest bramą i wjazdem do innego świata. Z masowych biednych terenów wiejskich znajdujemy się w jednym z największych miast Afryki. Dla zagranicznych turystów jest miastem granicznym pomiędzy antyczną atmosferą a mistycznym światem, folklor wiejski przyniesiony jest na miejski rynek. Szklane świecące kluby nocne są miejscem pracy dla młodych, kuszących urodą wiejskich prostytutek. Ulice szerokie, ale tylko główne, inne boczne to już wiocha.

…Jeżdżąc po mieście, szukając potrzebnych adresów trafiłem na „Misję Katolicką Matki Teresy z Kalkuty” w jednej z uboższych dzielnic Addis. Otrzymałem gościnę na czas mi potrzebny. Było dla mnie wielką niespodzianką. Pracowało tam kilku wolontariuszy z Włoch, Hiszpanii, Kanady, Ghany i Etiopi. Przy wspólnych posiłkach posługiwaliśmy się angielskim co tworzyło atmosferę cały czas na wesoło.
Kilka faktów: Pełna nazwa ośrodka: „Misjonarki Miłości” założonego przez Matkę Teresę z Kalkuty. Plan zajęć dniowych jest pod okiem siostry przełożonej Adelaide, Belgijki z pochodzenia, dyplomowanej pielęgniarki, która jest dla wszystkich opiekunką ducha jak i zdrowia. W tym etiopskim zajeździe dla najuboższych chorych, kalek i głodnych przyjmowani są wszyscy niezależnie od pochodzenia czy wiary i otoczeni opieką przez 13 sióstr Matki Teresy z Kakuty z różnych zakątków świata, z pomocą 170 innych pracowników. Pracuje tam od 20 lat również jedna Polka – siostra Maryla, piastująca stanowisko zastępczyni siostry przełożonej. W ośrodku Addis Ababa przebywa około 700 osób odmiennej płci, w kilku budynkach, potrzebujących pomocy z różnymi wadami czy chorobami. Przybyli ludzie chorzy są na raka, HIV, gruźlicę, choroby serca, choroby tropikialne jak tyfus, malaria, biegunka, cholera, bez kończyn a skończywszy na upośledzonych umysłowo. Na terenie znajduje się punkt medyczny z lekarzem internistą, pielęgniarzami, pielęgniarkami i apteką. Znajduje się też spora kaplica. W razie potrzeby misyjnymi samochodami chorzy zawożeni są do szpitala. Co miesiąc umiera około 40 osób, którzy są pochowani na odpowiednim cmentarzu. W Etiopi jest 18 podobnych ośrodków. …W Polsce główny Dom Sióstr Matki Teresy z Kalkuty znajduje się w Warszawie przy ul Pobożańskiiej na Pradze.
Od 1973 roku Matka Teresa z Kalkuty stworzyła na świecie podobnych ośrodków, mniejszych i większych, w sumie 740. Są fakty na świecie wstawiennictwa duchowego św. Matki Teresy z Kalkuty i uzdrowień wielu chorych osób, którym konwencjonalna medycyna nie pomogła wyzdrowieć.
Wspomnę, że podczas pierwszej podróży dookoła świata w 1977 roku vokswagenem „Garbuskiem” jednym z przystanków w Indiach była Kalkuta i odwiedzenie siedziby Matki Taresy z Kalkuty. Miałem przyjemność być oprowadzony przez siostrę Polkę z Poznania, nauczycielkę sióstr nowicjuszek po kilku z 10 ośrodków tam się znajdujących. Widok chorych jakich tam zobaczyłem pozostał mi w pamięci na zawsze.
*
…Na wizę egipską czekałem cztery dni, na wizę sudańską pięć. …W między czasie zostały naprawione podrogowe usterki w „Zabawce”. W warsztacie, który sprawuje serwis misyjnych samochodów, zajeli się od razu problemem; …oczywiście za odpłatnością. Naprawiona została pogięta i popękana rura wydechowa łącznie z tłumikiem, który ledwo się trzymał na drutach. Wymienione zostały amortyzatory tylne, które były wymieniane w Gabonie ale usiadły całkiem.
…Największy dealer Toyoty w Addis Ababa pod nieobecność gównego menadżera placówki odmówił pomocy ze względu na czekające samochody do naprawy. Potraktowano mnie jako zwykłego, następnego klijenta nie zwracając uwagi na wyczyn jaki standardowa Toyota z 2004 roku z silnikiem 1.4 cc, bez przeróbek, nie mająca równych w świecie wykonuje rajd po wertepach afrykańskich przynosząc reklamę firmie.. …Tu ludzie pracują dla pieniędzy a nie za pieniądze.

…Z ochotnikami pracującymi w Misji w wolnym czasie zjeździłem stolicę wszeż i wzduż. …Przed opuszczeniem Addis Ababy zaliczyłem wizytę w szpitalu by być pewnym co do urazu kolan. Prześwietlenie nie wykazało złamania. Przepisano proszki przeciwbólowe i maść na stan zapalny.

Podreperowana „Zabawka” zaczęła stawiać czoła nowym afrykańskim problemom drogowym. Po śniadaniu wyjechałem na północ kraju w stronę przejścia granicznego w Gallabat z Sudanem. Napociłem się z wyjazdem z miasta po ulicach nieoznakowanych i bez orientacji kierunkowej. …Trzeba było się pytać i pytać ludzi czasami kilka osób gdyż niektórzy się wstydzą powiedzieć „nie wiem”. Słabe oznakowanie jest mankamentem dla tubylców jak i gości z daleka.
Etiopia, w większej części kraj górzysty dostarczył mi pięknych widoków w czasie żniw, jedne pola skoszone, drugie zieleniły się, na innych kopki zboż. Jednym słowem Polska dookoła.
Drogą asfaltową z zabitymi psami leżacymi przy drodze, przez mniejsze i większe wioski wjechałem w góry by przez pare godzin na zredukowanej szybkości posuwać się raz pod górę raz z góry. Dojechałem w ten sposób do mostu nad Niebieskim Nilem, który z Białym Nilem, rzece płynącej w Kenii daje początek głównemu Nilowi.
Dotarłem do 400 letniego nowoczesnego miasta Bahir Dar, dotykającego jezioro Tanta z przedchrześcijańskimi świątyniami i monasterami. Jezioro Tanta, stworzone przez wylew lawy wulkanicznej leży na wysokości 1830 m jest pierwszym źródłem Niebieskiego Nilu; jest klejnotem Etiopii. Na nim można popływać papirusowymi łodziami. Na zboczach gór zauważyć można plantacje kawy.
…Zaczepiłem o Gonder, byłą stolicę Etiopii, która była Chrześcijańskim Imperium z katolicką stanową religią do 1632 roku.
Kilkaset kilometrów drogi i czekanie na granicy z odprawą, zmęczył mnie. Był piątek i muzułmanie często robią sobie przerwę w pracy.

Z ostatniego kraju Afryki Wschodniej zasyłam dla Wszystkich Pozdrowionka.
Przede mną do zakończenia wyprawy pozostały kraje z Afryki Północnej
– Jędrek

Nieco statystyki „Zabawki”:
W Polsce: 7 dni
W Europie: 10 dni
W Afryce: 255 dni
Dystans: 37,200 km
Szybkość w drodze: 0-30 km/h teren, 100-110 km/h autostrada
(przeciętna jazdy: 146 km / dzień)
Zaliczonych krajów: 29 – w tym: Tanzania (6 dni), Zanzibar (1 dzień), Kenia (8 dni),
Etiopia (14 dni)
Potrącenia: 3 – koziołek (Mauretania), małpka (Mozambik), osioł (Tanzania)
Kłopoty: 2 – zguba karty kredytowej (Gwinea), brak kartek paszportowych (Nigeria)
Urazy: 3 – zwichnięte palce w ręce (Senegal), skręcenie nóg w kolanach, stłuczenie łokcia
(2 Ghana)
Pogotowie: 1 – szpital, kolano (Etipia)
Naprawy: 8 – karoseria (Liberia), tłumik (Nigeria), tylne amortyzatory (Gabon), błotniki
i drążki pionowe w przodzie (2 RPA), tłumik (Kenia), układ wydechowy,
tylne amortyzatory (2 Etiopia)
Rotacja kół: 1 – Kenia
Zmiana oleju: 2 – Ghana, Kenia
Kapcie: 3 – Sierra Leone, Ghana, Kamerun
Felgi skrzywione: 5 – Nigeria (2), Mozambik (2), Etiopia
Dekle stracone: 5 – Senegal, Gwinea (2), RPA, Mozambik
Wymiana akcesorii: 3 – żarówka krótkie (Polska), żarówka długie, migacz tylny (2 Kenia)
Wypadki: 0
Mandaty: 0
Choroby: 0

(Dzięki platformie telematycznej EMTRACK zabawa trwa, zobacz: EMTRACK – Andrzej Sochacki)

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on SZÓSTY ETAP I część (B)

SZÓSTY ETAP I część (A)

Ledwo dociągnąłem spanie do rana w ostatnim kraju Południowej Afryki. Tanzanią rozpocząłem jazdę we Wschodniej Afryce w której mam do przejechania Zanzibar, Kenię i Etiopię.

Tanzania (26) (165)
Rankiem ruszyłem na północ w stronę Góry Kilimanjaro. Po kilkuset kilometrowej jeździe omijania dziur zatrzymałem się w Dar es Salaam na parkingu katedry Św. Józefa. Tam „Zabawka” czuła się bezpiecznie. Po drugiej stronie ulicy znajduje się Morski Terminal z którego można popłynąć do Zanzibaru. …To było w planie mojej przygody.

Zanzibar (27) (166)
Pierwszym rejsem przedostałem się na archipelag wysp Zanzibaru, który ma swoją autonomię, flagę, konstytucję i przepisy. Swoją historią sięga do czasów perskich. Był pod kontrolą porugalską a następnie pod kontrolą Sułtana Omańskiego. W 1963 roku wywalczył niepodległość by później wejść w unię z Tanzanią.
Obecnie główną atrakcją turystyczną jest Kamienne Miasto w którym widać akcenty perskie, omańskie i hinduskie. Ciekawostką są małe sklepiki, bazarowa linia wśród wąskich uliczek domów arabskiego stylu. Hoteli i hotelików jest co nie miara. Można ochłodzić się napojami jak i skonsumować mały posiłek przy brzegu spektakularnego morza z drobnym białym piaskiem typu koralowego na plażach. Zafundować można sobie wycieczkę wąską łodzią w stronę innych wysepek archipelagu z podwodnymi koralowymi widokami.
Dużo ludzi przybywa na ten archipelag wysp w podróż poślubną spędzając kilka miodowych dni wypełnionych wycieczkami i odpoczynkiem na przyhotelowych białych plażach kąpiąc się w przezroczystej wodzie otoczonej rafami koralowymi. Bezpieczeństwo od strony oceanu jest 100%.
…Wróciłem zmęczony na stały ląd gdzie czekała na mnie „Zabawka”.
Spowrotem w Tanzanii
Przed śniadaniem wyjechałem na północ by zatrzymać się na dłużej w Moshi, miasteczku podgórskim z którego rozpoczynają wspinaczkę śmiałkowie na szczyt Kilimanjaro, najwyższej góry w Afryce, 5890m wysokości. Turyści bez doświadczenia górskiego wspinają się na niższych zboczach. Wspinaczkę na Kilimanjaro można uprawiać o każdej porze roku. Ceny za pozwolenie wspinania się wynoszą od 600 do 1600 dolarów w zależności od trasy i ilości dni wspinania się.
…Dwa dni zleciały mi na objeżdżeniu podnuża góry i nie widziałem wieżchołka. Deszcz i pochmurne dnie wstrzymały widok na tę legendarną górę, która była natchnieniem dla Ernesta Hemingweja do napisania książki pt. „Śniegi Kilimanjaro”. W turystycznych zajazdach było gwarno i ciasno, każdy czekał na lepszą pogodę.
…Nie udało się w Tanzanii, postanowiłem zobaczyć widok góry od strony kenijskiej. Po przekroczeniu tanzańskiej granicy bez problemu na kenijskiej otrzymałem wizę turystyczną na miesiąc za 50.- USD.

Kenia (28) (167)
W kantorze granicznym wymieniłem resztę pozostałych tanzańskich szylingów na kenijskie shilingi. Tego dnia zatrzymałem się na noc po stronie kenijskiej by z samego rana podjechać pod górę i zrobić pamiątkowe zdjęcie.
Postanowiłem pojechać do Amboseli Narodowego Parku, trzeciego co do wielkości w kraju by podziwiać dziką naturę na zboczach od północnej strony Kilimanjaro. W miarę upływu czasu podczas jazdy po niezbyt równej drodze zaczęła robić się mżawka. Im bliżej góry tym słabszy widok, nic nie było widać później z powodu wysokiej mgły. …Patrząc się w stronę góry nie wiem co widziałem czy górę czy chmury. W dodatku zaczął padać deszcz.
Niezadowolony z braku pogody pojechałem do Nairobii. Przed miastem pogoda zmieniła się, zaczęło świecić słońce. Więc jeszcze tego dnia podjechałem pod Ambasadę Etiopii by załatwić wizę. Zdążyłem ledwo ledwo, zostawiłem paszport.
…Pojechałem do Ambasady R.P. by dowiedzieć się o śladach być może kombatantów wojennych i sprawdzić pocztę w internecie. Zostawiłem kopie z Muzeum Armii Krajowej w Krakowie i na tym się skończyła wizyta.
…Skorzystałem z przypadkowej gościnności Artka i Agaty. U nich sprawdziłem pocztę internetową i przy kawie wymieniliśmy sobie ciekawostki z podróżowania, gdyż oni z plecakiem zwiedzili te miejsca o których ja mażę.

…Otrzymanie wizy do Etiopi było nie takie proste. Dopiero po rozmowie z Ambasadorem otrzymałem zgodę na wizę. Zniechęcony stratą czasu i paskudną pogodą wyjechałem z Nairobii na północ w stronę Góry Kenia, której szczyt o imieniu Batian ma wysokość 5199m i jest najwyższym w kraju a drugi co do wysokości w Afryce. Pech! …I tej góry nie widziałem wyraźnie.
Zatrzymałem się w hoteliku by poczekać do lepszej pogody, odpocząć i naprawić usterki pod spodem „Zabawki”.
Słońce wyszło zza chmur, wyjechałem w drogę nadrobić czas i wstąpić do jednego z większch miast Kenii – Marsabitu. …Chyba Anioł podpowiedział mi żebym zapytał się o Misję Katolicką. Trafiłem na samochód w którym znajdowała się siostrta zakonna, więc jej zapytałem się. A ona, proszę pojechać za mną. Okazało się, że jeden polski selezjanin opiekuje się ośrodkiem „Don Bosko”. O. Waldemar zaprosił mnie do siebie w gościnę. Okazało się, że w tym dniu są moje imieniny. Miałem trochę szczęścia, gdyż o. Waldemar – opiekun działu mechaniki samochodowej wziął „Zabawkę” w opiekę od razu nie czekając do następnego dnia. W garażu wymienili olej, filter, żarówkę z przodu, z tyłu, zrobili rotację kół; wszystko gratis. …To był prezent imieninowy od o. Waldemara! Wielkie dzięki Ojcze.
Wieczorem, przy świeczkach w towarzystwie proboszcza lamką wina z ptysiowym tortem celebrowaliśmy moje święto. …Dałem się namówić na przedłużenie pobytu o następne pół dnia gdyż o. Waldemar chciał oprowadzić mnie po ośrodku, który zrekonstruował po upadłej kenijskiej szkole zarośniętej już buszem.
Po rannej herbatce podczas spaceru oczom nie wierzyłem co o. Waldemar zrobił w ciągu minionego roku. Powstał zakład serwisowy samochodowy, szkoła sekretarek, ślusarnia, spawalnia, stolarnia, murarstwo. Ośrodek stał się niemalże samo wystarczalny, z dodatkowymi budynkami i wysokim ogrodzeniem od szosy. W przyszłym roku zostaną zakończone wszystkie prace i o. Waldemar już ma propozycję poprowadzenia nowego innowacyjnego projektu.
Obiad, …jakiś prowiant na drogę o. Waldemar wcisnął mi, braterskie pożegnanie i w drogę. Dojechałem tego wieczoru po nowo wybudowanej szosie do granicy etiopskiej. Aż chciało się jechać całą noc.
W świeżo oddanej do użytku kenijskiej placówce granicznej odprawa błyskawiczna. Neony wysokie, teren wybetonowany z kwietnikami, widno, czysto i przestrzennie. Lekką muzykę słychać; nowoczesne miejsce.
…Mogłem zatrzymać się na noc w ostatnim kraju z lewostronnym ruchem ale coś mnie kusiło pojechać na stronę etiopską by zaoszczędzić trochę na czasie. c.d.n.

Pozdrawiam z Kenii – Jędrek

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on SZÓSTY ETAP I część (A)

PIĄTY ETAP II część

Królestwem Swaziland rozpocząłem drugą połowę afrykańskiej popdróży. Do tego kraju jechało mi się w końcówce RPA szybko po wspaniałej nawierzchni, przy pięknej pogodzie, podziwiając zmieniający się krajobraz.

Swaziland (24) (163)
Zatrzymałem się krótko na granicach obu krajów by wjechać autostradą do jednego z najmniejszych krajów w Afryce, będącego pod panowaniem króla Mswati III, poligamisty i ostatniego monarhy absolutnego w Afryce. Jego kilka żon mieszka w pałacykach rozsianych po różnych miastach. Król Mswati III został wybrany z kilkuset dzieci pozostałych po tacie Sobhuza II-gim.
Kraj bezpieczny dla turystów z językiem angielskim i swati, obecnie wolny od malarii ale nie od HIV, którego wskaźnik światowy jest bardzo wysoki. Na ogół widać porządek, ulice czyste, drzewa pełne kwiatów, ludzie milsi do obcokrajowców niż w RPA. W rozmowie z mieszkańcami wyczułem jak są dumni ze swojego obywatelstwa i nie przepadają za swoim większym sąsiadem. Wspaniały drogowy system jest przyjemny w nawigacji. W lato mieszkańcy uprawiają rafting a w zimę spacerowanie po górach. To wszystko kraj zawdzięcza osiadłym Europejczykom z początku XIX wieku.
Kilka godzin zleciało szybko w stolicy Mbabane ulokowanej na jednym ze wzgóż z pięknym widokiem. Tu jest kilka stopni chłodniej co było przyczyną przeniesienia administracji brytyjskiej w 1902 roku z południowej Manzini.
W supermarkecie można się zaopatrzyć w prowiant na drogę a pożywić się w miejscach typu Bistro na Swazi Plaza. Całe misto można zwiedzić na piechotkę odpoczywając w kawiarenkach pod parasolami.
Jadąc dalej wstąpiłem do Manzini, handlowo przemysłowego centrum. Wstąpiłem na kolorowy bazar z sekcją ręcznych wyrobów artysatycznych. Tam można wykupić wycieczki rodzinne z pełnym wyżywieniem by podziwiać naturę, regionalne wsie z ruinami różnych grup etnicznych jak: Swazi czy Myxo Mdluli.
Przez Lomahasha kawałkiem kiepskiej drogi przedostałem się do następnego miasta leżącego już po stronie Mozambiku.

Mozambique (25) (164)
Od granicy czułem inną atmosferę. Biedniejszy nieco kraj, drogi nieoznaczonych garbów w poprzek jezdni dają się weznaki wszelkim pojazdom. Dojechałem do stolicy Mbabane i zatrzymałem się na Placu Robotników przy porcie by skontaktować się z Tomkiem uprzednio spotkanym w Ambasadzie RP w Pretorii. Na drugi dzień poznałem innych Polaków na wieczorku w restauracji „Water Front”. Do następnego dnia zatrzymałem się u o. Konrada, który poświęcił mi pół dnia na zwiedzenie stolicy. …Starym zwyczajem zostawiłem jedną z kilkudziesięciu toreb z ubraniami, dla biednej rodziny, które wiozę od Warszawy.
Kilkaset kilometrów do zatrzymania się na noc w bezpiecznym miejscu koło plaży w Ihambane wlokło się z powodu częstego ograniczenia szybkości do 50 km/h i wyłapywania radarem nieposłusznych kierowców. Ta przyjemność tłumaczenia się policji drogowej spotkała mnie kilkakrotnie tego dnia. Policjanci przyjmowali moje przewinienie na wesoło.
Zajechałem do Inhambany przed zmrokiem. Od razu „Zabawka” wpadła w oko menadżerowi „Marina Cafe” i od pierwszej godziny czułem się swojsko. Przespałem się na miejscu, „Zabawka” stała pod okiem strażnika portowego. Wyspany, po omlecie śniadaniowym z darów morza pochodziłem po plaży między kutrami rybackimi osiadłymi na mieliźnie. Po południu zaczęło padać. Alex przydzielił mi stolik w kąciku przy oknie kawiarni portowej z dostępem do internetu.

Lewostronnym ruchem po dziurawej szosie dojechałem do przymusowego postoju, na którym formował się konwój pojazdów by po paru godzinach całą grupą zabezpieczoną z przodu i z tyłu przez samochody wojskowe pojechać kilkadziesiąt kilometrów dalej z uwagą na ataki rebeliantów w górzystej okolicy. Przejechaliśmy tylko 50 km a straciłem pół dnia.
Następnego dnia, przy słonecznej pogodzie, po kilku godzinach jazdy znów przymusowy postój, znów spodziewane ataki rebeliantów. Zjechałem z drogi na obszerny plac gdzie czekało już kilkanaście ciężarówek. …Spotkałem tam Włocha, który jeździł z żoną swoją ciężarówką w dalekie trasy. Od niego dowiedziałem się o obyczajach tam panujących, że kierowcy ciężarówek mają na takich postojach swoje stałe sympatie z przyległych wiosek, traktując je jak seksualne pogotowie. Ale gdy nie ma ciężarówek one chodzą po prośbie od samochodu do samochodu. …Tak to jest na trasie.
Następnego dnia wczesnym rankiem żołnierze formowali konwój. Tym razem wybrano „Zabawkę”, jedyny zagraniczny samochód, by jechała jako pierwszy pojazd w czołówce bezpośrednio za wojskowym pancernym samochodem z uzbrojonymi żołnierzami w granatniki. Kiedy ruszyliśmy południe się zbliżało. Tym razem zjechało się kilkadziesiąt samochodów nie mieszcząc się na placu i parkowali wzdłuż drogi po obu stronach.
…Ciężko mi się jechało za wojakami, gnali jak szaleni nie zwracając uwagi na dziury myląc mnie co do ich omijania. Jechałem w stałym napięciu oszczędzając jak tylko mogłem ”Zabawkę”. …W końcówce pochwalono mnie za jazdę podczas której inne samochody zostały daleko w tyle.

…Podczas ukropu z nieba dojechałem do wyspy – pierwszej stolicy Mozambiku o tej samej nazwie. Mostem długości 3.5 km, wąskim na jeden pojazd z kilkunastoma mijankami wjechałem na teren zabytkowy z budynkami funkcjonalnymi jeszcze. Jeden dzień zleciał szybko na pieszym zwiedzaniu. Oprucz budowli zabytkowych z okresu kolonializmu mieszka w barakach dużo muzułmanów. Dawniej wyspa była w większości katolicka. Dziś zaczynają przeważać meczety z buczeniem rannego śpiewu …i tak pięć razy na dzień zakłucany jest spokój na wyspie. Dzieci muzułmańskich mrowie z wyciągniętymi rękami po datki od turystów, słyszy się tylko daj, daj daj…
Mimo spania z zamkniętymi oknami w pokoju komary kąsały całą noc. Wyjechałem z wyspy tym samym mostem, innego połączenia nie szukałem.
Po drodze minąłem kolonię pawianowatych małpek bawiących się beztrosko przy drodze. Gdy z jakiegoś pojazdu coś wypadnie rzucają się grupą i walczą między sobą o łatwą zdobycz.
Kilkadziesiąt kilometrów przed granicą Tanzańską jachałem przez drogę typu „a’la gwinea”, po wybojach, dziurach i kamieniach. Trzeba było zaliczyć prom przez rzekę w której kąpały się w dali hipopotamy i pojechać dalej. Noc zastała mnie gdy osiągnąłem budynek graniczny. Jeszcze zdążyłem otrzymać pozwolenie na jazdę przez kraj. Przespałem się w „Zabawce” jak wielu innych jadących pojazdami wgłąb kraju. …Noc z błyskawicami, grzmotami przerywała sen.

Pozdrowienia z Mozambiku, ostatniego kraju z Afryki Południowej
– Jędrek

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on PIĄTY ETAP II część

PIĄTY ETAP I część

Na Demokratycznej Republice Konga skończyłem podróżowanie w rejonie Centralnej Afryki. W tych krajach jak i w innych ludzie żyją w większości po swojemu (afrykńsku) sprzed stuleci, bez widoku na lepsze. Rzeka Congo jest matką – żywicielem.

PRZEZ AFRYKĘ POŁUDNIOWĄ
Dla orientacji przypomnę, że zaliczyłem już następujące kraje: – z Afryki Północnej: Maroko, – z Afryki Wschodniej: Mauretania, Senegal, Gambia, Gwinea Bisau, Gwinea Conakry, Sierra Leone, Liberia, Mali, Burkina Faso, Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghana, Togo, Benin, Niger, – z Afryki Centralnej: Kamerun, Gwinea Równikowa, Gabon, Kongo, Demokratyczna Republika Konga. Razem 20. Do osiągnięcia półmetka wyprawy zostały trzy kraje z pięciu Afryki Południowej to: Angola, Namibia i R.P.A.

Angola (21) (160)
Z ulgą wspominałem poprzednie piekielne drogi po osiągnięciu pierwszego kraju z Południowej Afryki, ktorego pierwszy zahaczył kotwicą Vasco da Gama w 1483 roku. Angola z językiem portugalskim wydawała mi się bardziej cywilizowana. Kraj nie eksplorowany przez zagranicznych turystów od 1970 roku.
Odprawa paszportowa i celna przebiegła normalnie, bez dodatkowych opłat, jak to czasami bywało. Na początku jazdy w mglisto deszczowy dzień niespodziewana przygoda. Zachciało mi się pojechać na skróty przez rozkopany teren do budującej nowej eskapady. Nie obejżałem się jak „Zabawka” kołem zahaczyła o rów melioracyjny, którego nie zauważyłem. I ani metra dalej. …Skończyło się na strachu. Kilku facetów jadących do pracy widząc samochód unieruchomiony przez teren pospieszyli z pomocą. Podnieśli przód samochodu by podłożyć kamienie pod koło i wycofać się z pułapki. …To nie pierwszy raz, kiedy nierówności trenowe zatrzymywały mnie na pewien czas.
Następny przystanek zaplanowałem przed Luandą (stolicą kraju) by posilić się przy plaży. …Przechodzące dwie niewiasty zaproponowały, widząc oznakowania polskie na „Zabawce”, odwiedziny domu Matki – opiekunki kościoła katolickiego w którym przebywały polskie misjonarki. Gościnność i pora objadowa zatrzymała mnie na dłużej. W międzyczasie podreperowałem w swoim zakresie usterki podrogowe w „Zabawce”. Spanie miałem bezpieczne w środku miejsca misyjnego.
Po śniadaniu, skorzystałem ze słonecznej pogody i kąpileli morskiej. Nie czekając na obiad pognałem przyoceaniczną drogą przez las baobabowy na południe. Zmrok zastał mnie na stacji strzeżonej.
Jedząc sobie kolację w przystacyjnej restauracji podszedł gość i po polsku powiedział dobry wieczór. Oczy zrobiłem gdy zobaczyłem murzyna. Okazało się, że Rajmondo studiował elektronikę w Łodzi a tu jest inżynierem prac oświetleniowych stacji paliwowych. Kolacja przeciągnęła się do północy przy whisky i piwku. Byłem zaproszony w gościnę ale Rajmondo mieszkał kilkadziesiąt kilometrów w przeciwnym kierunku mojej jazdy, więc z przykrością odmówiłem. Po drugie nie dotrzymałbym mu w piciu. …Facet rozpił się po rozejściu z Polką. Szkoda było stracić czas nieproduktywnie. Rozstaliśmy się, ja do „Zabawki” on do pracy na nocną zmianę.
Zauważyłem, że w Angoli jest życie spokojniejsze choć widać pełno wojska dookoła. To rola rządu by w kraju był ład i porządek. Rząd daje swobodę życia ludziom na pozór. Pilnuje organizowanie zamieszek, nie wtrąca się do biedy, nie daje dostępu do edukacji; jest za droga. Nie ma kultury dla mas, ludzi asymiluje od świata, …widać brak rozwju turystyki. W ten sposób łatwiej kontrolować ciemną masę.
Na stacjach benzynowych od młodzieży nie wymaga się okazania zaświadczenia dojżałości przy zakupie alkoholu. Więc młodzi kupują i piją na miejscu przy stolikach. Piją z pewnym umiarem i jadą później dalej. Stacja otwarta całodobowo jest cały czas strzeżona przez obecnego żołnierza w środku i drugiego na zewnątrz.
Okolica przy brzegu morskim, jej ulice i budowle podobne są w stylu do portugalskich. To pozostałości po kolonizatorach. …Widząc żołnierzy zamiast policji co kilkaset metrów spacerujących sobie beztrosko obcokrajowiec czuje się bezpiecznie. Na plażach przyhotelowych widać przeważnie białych gdyż są drogie. Za leżak, parasolkę się płaci i nie każdy sobie może pozwolić na taki luksus. Tubylcy kąpią się za miastem dojeżdżając miejskimi autobusami. Widać dwie Angole. Jedna z życiem na poziomie europejskim z ulicami asfaltowymi, rastauracjami z menu. Druga tubylcza z ulicznymi jadłodajniami, ulicami z dziurawym asfaltem, zatłoczona, uboższa. …Wszystko zawdzięczać niekontrolowanej rządowej korupcji.
Skorzystałem z usługi fryzjerskiej w pomieszczeniu pod plandeką z gapiami dookoła. Nie przejmowałem się, na wesoło w rozmowie z chłopakami szybko zleciał czas.
Ogólnie Angola nie jest czystym krajem, jadąc widzi się po bokach śmieciowiska nie uprzątane długo. Masa kóz zabitych na drogach robi nieprzyjemny widok. Ciężko wyjechać na autostradę bez oznakowania ulic i kierunków. Choć jest piękna pogoda z kumulusami na niebie i droga jest asfaltowa to męczyła mnie jazdą omijając dziury i urwiska.
Dużo bramek z policją i umieszczonych klocków w poprzek drogi. Policjanci pytają się zwykle – turysta, jak tak to klocki są usuwane. Dokumentów nie sprawdzają.
45 kilometrów przed namibijską granicą spałem twardo w Santa Clara wyczerpany jazdą.
Namibia (22) (161)
Dobiłem do granicy kraju w którym znajduje się główna siedziba aktywności przygodowej na Południową Afrykę. Kraj ten jak i RPA znam z poprzednich podróży. Ciekawy byłem zmian.
Na granicy załatwianie sprawne po wypełnieniu małego formularza. Trzeba było zapłacić podatek drogowy kartą kredytową w wysokości kilkudziesięciu dolarów i to wszystko. Namibia jest pierwszym krajem na mojej trasie z lewostronnym ruchem na drodze. Trzeba było swoją orientację poruszania przestawić.
Przy wyjeździe z placu granicznego zobaczyłem samochód jadący prosto na mnie, szybko przeskoczyłem na lewy pas przyznając, że był to mój błąd. …Nie ujechałem długo by spotakała mnie przykra przygoda.

Rabunek
…Opiszę pokrótce. Otóż działo się to jeszcze w pasie przygranicznym z Kongiem Demokratycznym. Dzień słoneczny, była godzina między 10 a 11-tą kiedy stanąłem na poboczu w cieniu pod drzewem by coś zjeść pod proszki przeciw cukrzycy. …Odprężony, że już w nastepnym kraju, bardziej cywilizowanym, zapomniałem o blokadzie drzwi jak to robiłem wcześniej. Kiedy byłem gotowy łyknąć je, w jednej sekundzie niezauważony gość otworzył drzwi i zapytał czy mam problem. Wyczułem szybko, że coś jest nie tak i zamknąłem drzwi a w tym momencie równolegle drugi opryszek otworzył prawe drzwi. Kiedy odwróciłem się, widziałem jak aktówka leżąca na siedzeniu jest za samochodem.
…Nie wiele myśląc zapaliłem silnik i na wstecznym pojechałem za nimi. Zorientowali się i dali w nogę. Znikneli z oczu wpadając w otwartą bramę pomiędzy budynkami. Zatrzymałem samochód i zadzwoniłem na policję podając przyczynę i miejsce zajścia. Policjant przyrzekł, że za kilkanaście minut zjawi się tam patrol. Minęło pół godziny, godzina, nikt nie przyjechał. W między czasie przybyło trochę ludzi. Pomogli zadzwonić jeszcze raz na policję aby ta się zjawiła.
W skradzionej teczce były dokumenty podróży bez których nie mogłem jechać dalej. Postanowiłem czekać aż one wrócą. Jakiś taksiaż wczuł się w moje położenie i powiedział, ze spróbuje dotrzeć do opryszków i przywieźć mi teczkę. Widziałem jak dzwonił gdzieś i wykrzykiwał po swojemu …chyba do kolesi.
Nie długo czekałem jak podszedł do mnie bym potwierdził czy to jest ta rzecz skradziona. …Po przeszło pięciu godzinach, przewiskana teczka znalazła się spowrotem w moich rękach, Z grubsza przeleciałem wzrokiem po dokumentach i nie zauważyłem brakującego. Zadowolony, że odzyskałem stratę wsiadłem w samochód i odjechałem. Policji się nie doczekałem. …Tak to zakończyło się spotkanie ze złodziejaszkami.
Po czasie, w spokoju przejżałem zawartość teczki. Okazało się, że nie ma telefonu i niektórych banknotów wklejonych w albumie. …Była to przestroga by trzymać rzeczy pod zamknięciem przez cały czas podróżowania, bo ze złodziejem można spotkać się wszędzie i zawsze.

W pogodny dzień zajechałem do stolicy Windhoek. Miasto nie do poznania. Nie mogłem znaleźć miejsc w których przebywałem. Jedynym miejscem – punkt orientacyjny miasta, do którego łatwo trafiłem był niemiecki kościół luterański zbudowany z lokalnych piaskowych kamieni w roku 1907, widoczny z daleka.
Skierowalem się w stronę największego i ważnego ekonomicznie portu – Walvis Bay, który do 1994 roku był pod zarządzaniem RPA. …Jechałem godzinami przez step i niekończącą się prerię. Tam jak i w Swakopmundzie osiedliło się najwięcej Niemców, tych pozostałych po kolonii niemieckiej i przybyłych po II Wojnie Światowej. Miasta czyste, ulice oznakowane, porządek czuło się wszędzie. Wszędzie widać białych co robiło uczucie jakby to nie była Afryka. Kraj duży, stabilny, bezpieczny z małą populacją zachęca do osiedlania się. Mieszka tam kilka rodzin polskich, chwalących sobie życie z myślą zostania dożywotnio. Odwiedziłem polską agencję „Bocian Safari” organizującą wycieczki po krajach przyściennych.
Nawet niedaleko hotelu „Lagoon Chaletes”, gdzie się zatrzymałem, jest ulica pod nazwą „Anton Lubowski Ave” – imienia jakiegoś arystokraty polskiego pochodzenia z czasów kolonialnych. Miasta leżące nad brzegiem oceanu zlały się razem połączone Nadbrzeżną autostradą z masą hoteli, różnych klubów i nowych osiedli mieszkaniowych. Przez tereny pustynno–stepowe przebiega kilkuset kilometrowy „Desert Kalahari Hg-way”.

Przed opuszczeniem Namibii zatrzymałem się w zajeździe typu „western” gdzie dużo tubylców robi sobie przerwę wracając z RPA. Kolacja przy świeczkach, muzyce trzyosobowego zespołu i wokalisty, kelnerzy w kapeluszach z koltami przy boku. Czułem się jak w Arizonie. …Tu przekroczyłem 200 dni pobytu w Afryce, miejscu za którym będę tęsknił.
…Asfaltową szosą dobiłem do granicy państwa, który był półmetkiem mojej wyprawy.

Republika Południowej Afryki (23) (162)
Granica, jakby jej nie było. Skanowanie paszportu, pieczątka i szlaban do góry. Już od pierwszego momentu inny kraj nie pasujący do pozostałych. Żyjący Arcybiskup Desmond Tutu nazwał ten kraj „Tęczą Narodów”.
Autostrada z lewostronnym ruchem od samej granicy, z pasami żółtymi po obu stronach i białym po środku. Po bokach widać szklarnie i małe pola uprawne.
Rozpędem zajechałem do „Royal Yacht Clubu” w Cape Town nazwanym „Południowo Afrykańskim Miastem Matką”, miastem multiculturowym z myślą spotkania Polaków. Po rozmowie z komandorem klubu dowiedziałem się, że ostatni Polak z rodziny Miszewskich sprzedał jacht i nie udziela się. Wypiłem piwo, pochodziłem po kei wspominając wizytę w marynie podczas rejsu dookoła świata „Białym Orłem”, kiedy Cape Town był jednym z przystanków podróży.
Wyjeżdżając z terenu portowego zatrzymałem się by zrobić zdjęcie na tle symbolu miasta – góry stołowej. W pewnym momencie usłyszałem: dzień dobry. To Tomek wracający z pracy przystanął oczom nie wierząc patrząc na „Zabawkę” z polskimi numerami rejestyracyjnymi. Do portu można wjechać tylko za pozwoleniem lub okazaniem przepustki pracowniczej. –Jak ciebie tu wpuścili, to teren zamkniety, powiedział. …Rozmowa zakończyła się wspólną kolacją.
W „Nazareth House Convent” spotkałem przemiłych Polaków z którymi przy kawce dowiedziałem się o tamtejszym życiu. Po małym przeglądzie „Zabawki” w „Toyocie” pojechałem dalej czując nadchodzące żniwa, mijając farmy owiec, krów i strusiów.

Następnym zatrzymaniem był Durban, trzecie co do wielkości populacji miasto, z pięknymi plażami i największym skoncentrowaniem Hindusów poza Indiami. Tam byłem goszczony przez Jacka i Cecylkę. W klubie golfowym przy kominku spędziłem wieczór z Polakami zamieszkałymi po wojnie i nie chcącymi wracać na stałe do Polski. …Ostatnim przystankiem była Pretoria gdzie załatwiłem wizę do Mozambiku i wymieniłem polski paszport gdyż w posiadanym zabrakło stroniczek na wizy. Zostawiłem kopie pism z „Muzeum Armii Krajowej”. W między czasie spotkałem się na „poczęstunku polonijnym” z tamtejszymi Polakami w kościele „Św. Jacka” gdzie ks. Bogdan jednoosobowo prowadził całą mszę. Wspaniały duszpasteż trzyma razem Polonię już wykruszającą się, która spotyka się raz w niedzielę.

Na zakończenie pobytu w R.P.A. wyskoczyłem na jeden dzień do San City, tj miasta odległego od Pretorii około 150 km, stwożonego sztucznie na wzór Las Vegas. Od ostatniego razu kiedy tam byłem stało się kilkakrotnie większe. W tym gemblingowym resorcie z 1200 pokojami i niezliczoną ilością maszyn grających Disneyland koliduje z antycznym Egiptem. Znajduje się tam wodny park dla młodzieży ze sztuczną plażą i innymi atrakcjami.
Nie obyło się bez zagrania w „Black Jack” (oczko). Tego dnia szła mi karta wygrywając kilka razy pod rząd. Gdy opuściło mnie szczęście odszłem od stołu i starym zwyczajem zafundowałem sobie wyborny obiad. Tym razem była to pieczeń z młodego strusia, sałatka warzywna i czerwone wino.
Zadowolony, że szczęśliwie zakończyłem półmetek swojej egzotycznej wyprwy następnym azymutem jest Królestwo Swaziland.

Pozdrowienia z R.P.A.! – Jędrek

Nieco statystyki „Zabawki”:
( od startu: w Polsce: 7 dni, w Europie: 10 dni )
W Afryce: 217 dni
Dystans: 30,000 km
Szybkość w drodze: 5-30 km/h teren, 100-110 km/h autostrada
(przeciętna jazdy: 130 km / dzień)
Zaliczone 23 kraje: w tym – Angola (6 dni), Namibia (5 dni), R.P.A.(15 dni)
Potrącenia: (1) – koziołek (Mauretania)
Kłopoty: (2) – zguba karty kredytowej (Gwinea), brak kartek paszportowych (Nigeria)
Urazy: (2) – zwichniete palce w ręce (Senegal), skręcenie nóg w kolanach (Ghana)
Naprawy: (6) – karoseria (Liberia), tłumik (Nigeria), tylne amortyzatory (Gabon),
drążki pionowe w przodzie (2X RPA), karoseria (RPA)
Zmiana oleju: (1) – Ghana
Kapcie: (3) – Sierra Leone, Ghana, Kamerun
Felgi skrzywione: (2) – Nigeria
Dekle stracone: (3) – Senegal, Gwinea (2X)
Wypadki: (0)
Mandaty: (0)
Choroby: (0)

(Dzięki platformie telematycznej EMTRACK zabawa trwa, zobacz: EMTRACK – Andrzej Sochacki)

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on PIĄTY ETAP I część

CZWARTY ETAP II część

Wahałem się pojechać razem dalej z nowo poznanym gościem przed biurem imigracyjno-wizowym w Gabonie. …Po rozmowie Dawid przekonał mnie co do swoich umiejętności. Innym punktem mojej decyzji były wydatki w przekraczniu granicznym granic przez Konga. 40 letni, rodowity Afrykańczyk z RPA, z angielskim, africano i francuskim zobowiązał się pomóc mi na trasie kiedy zajdzie potrzeba. Po rozpatrzeniu wszystkich wariantów, zgodziłem się niepewnie.
…I, pojechałem za Dawidem skróconą drogą do granicy z Kongiem a potem dalej, pierwszy raz nie samotnie

Ostatnie 50 kilometrów w Gabonie
Po wyboistej drodze, na skróty, „Zabawka” pokonała bez oporu. Czasami nie mogłem się wyrobić z szybkością za „Land Roverem” ciągnącym przyczepę dla którego nierówności drogi były niezauważalne. Czasami jechałem nawet 40 km / godz a czasami szybkością piechura, redukując szybkość do zera. Dawid tak gnał, że dwa razy zgubił ślad drogi i musieliśmy zawracać.
Ostatni kilometr po trawiastej drodze zakończył jazdę w przyjaznym kraju dla turystów, z nieodkrytą do końca dżunglą w której goryle mają swoje miejsce wśród praw natury. Tam znalazły miejsce goryle samotne, porzucone przez stado czy znalezione po stracie rodziców.
…Granica, szlaban z bambusa wisiał na stojakach, nikogo nie było widać. Dawid zatrąbił i jakiś facet w klapkach podszedł do nas. Zobaczył wizy wyjazdowe, usunął kijek bambusowy a my do przodu..

W Kongu (19)
Wjechaliśmy znów na terenową drogę nowego kraju łączącego z Demokratyczą Republiką Konga. Innej drogi nie ma, trzeba pokonać było kilkaset kilometrów po wyrzeźbionej drodze przez warunki naturalne.
Dla mnie było to następne wyzwanie jechać trasą znaną tylko niektórym. Przejścia graniczne nie znane podróżnikom, pomijane przez turystyczne przewodniki, były nam na rękę w przekraczaniu z przeterminowanymi wizami. Jadąc wzdłuż Atlantyku nie było innego wyjścia jak drogą, którą my forsowaliśmy. Na zachodzie kraj jest wąski i sprzyjający rozwijającej się turystyce na południe. Buduje się wiele nowych dróg. Z zachodniej strony mineliśmy Park Narodowy z plażami, sawanną i dziewiczą dżunglą. Główna część wschodnia dudni swoim życiem od stuleci niezmiennie. Banki są pod francuską kontrolą. Szybko na lepsze tam się nie zmieni. Prawie 70% ludności z 16 grup etnicznych żyje i pracuje w stolicy Brazzaville,

Granica z nielegalnymi płatnościami
Tam, na promowej granicy przez rzekę Congo, drugiej co do wielkości w Afryce, pomiędzy Brazzaville i Kinshasa, dosłownie jak w Nigerii, nie istnieją przepisy graniczne tylko decyzja pracujących ludzi, którzy wymyślają ceny za przeprawę pojazdów na poczekaniu bo „ci mają pieniądze”, ceniąc sobie w dolarach. …Nie chcesz płacić, nie musisz jechać, brzmi krótka odpowiedź. Za pojazd, za odkażanie, podatek graniczny, za sprawdzenie na bakterię eboli, za opiekę pojazdu, za ciśnienie w kołach itp, bzdurne pomysły po 50 dolarów USD, …inna waluta nie wchodzi w rachubę. Prom przez rzekę jest darmowy dla swoich ale turyści muszą płacić i na dodatek czekać w kolejce, a szczególnie biali.
Ominięcie płacenia haraczu
…Dojechaliśmy wykończeni do pięknej nowej autostrady kongijskiej w Doolisie, prowadzącej od brzegu Atlantyku do Brazzaville, by zjechać na południe kilkadziesiąt kilometrów przed oficjalną promową granicą nie znaną wszystkim turystom. …Aż się nie chciało. Ale decyzja zapadła. „Zabawka” opasana gumami jechała dzielnie do przodu. W rejonie miejscowości Kinkala zjechaliśmy na południe do następnego kraju.

W Demokratycznej Republice Konga (20)
Zapowiadało się spokojnie do pewnego momentu, kiedy David nie wyrobił się na wyboistym zakręcie z przyczepą. Rzeczy wyfrunęły spod plandeki. Straciliśmy czas by pozbierać rupiecie i załadować. Trzeba było opasać przyczepę czym się dało.
Pojechaliśmy do przodu zgodnie z Davida nawigacją. Ja bym sam się nie wyrobił jechać bez oznakowanych dróg, podobnych jedna do drugiej. Tu trzeba było wykazać kunszt trapera po nieznanych okolicach. …Czas robi swoje, drogi zarastają, zmieniają nawierzchnię jak koryto rzeka.
W pewnym momencie koła straciły przyczepność do drogi i zawisłem na spodzie z jednych kolein drogi. Ani do przodu ani do tyłu. Koła kręciły się a „Zabawka” stała jak przymurowana do garbu koleiny. Zatrąbiłem. Bez namysłu Dawid zrobił po okolicy koło by od tyłu zaczepić linkę holowniczą i wyciągnąć samochód do momentu złapania przyczepności. …Pojechałem do przodu w innym miejscu drogi. Obeszło się bez awarii.

…Po czasie, zgodnie z umową Dawid odbił w stronę innego przejścia granicznego, bez pożegnania, o tak, po afrykańsku, by dalej pojechać wg swojej nawigacji skrótami do RPA.
Te następne kikadziesiąt kilometrów dało się „Zabawce” i mi we znaki. Błotniki z przodu i z tyłu ledwo wisiały podczepione gumami. Tłumik podwieszony na drutach do ramy chuśtał się na boki. Ostatnie kilometry przed granicą angolską pokonałem po wyrwiskach drogowych znanych już mi przedtem. Jednak samemu podróżuje mi się wygodniej, bez pośpiechu bycia na czas. Dawid miał zadanie przeprowadzić samochód z Kazachstanu do RPA, moim zadaniem jest okrążenie Afryki małym osobowym samochodem. Raz mogłem spróbować ale drugi raz zrezygnuję
Na tym kraju skończyło się podróżowanie w Centralnej Afryce. Jak poprzednie Kongo tak i D.R.Kongo całe swe terytorium ma przesunięte na wschód gdzie ludzie żyją po afrykńsku sprzed wieków, bez widoku na lepsze. Rzeka Congo jest głównym ich rzywicielem z 250 etnicznych grup władających kilkuset różnymi językami lub ich dialektami. Pod względem religii, katolicyzm jest na pierwszym miejscu wśród innych religii. …Z boku pomaga Francja dając teoretycznie swobodę i demokrację biednej ludności.

…Było upalne popołudnie kiedy poczułem się lepiej widząc napis Matadi i granicę następnego kraju będącego pierwszym w Południowej Afryce.

Pozdrowienia z D.R.Konga! – Jędrek

Nieco statystyki „Zabawki”:
W Afryce: 190 dni
Dystans: 21,950 km
Szybkość w drodze: 5-30 km/h teren, 100-110 km/h autostrada
(Przeciętna jazdy: 115 km / dzień)
Zaliczone 20 krajów: w tym – Congo (3 dni), – D.R.Congo (2 dni)
Potrącenia: (2) – koziołek (Mauretania)
Kłopoty: (2) – zguba karty kredytowej (Gwinea), brak wolnych kartek w paszporcie,
(Nigeria)
Urazy: (2) – zwichniete palce w ręce (Senegal), skręcenie nóg w kolanach (Ghana)
Naprawy: (3) – karoseria (Liberia), tłumik (Nigeria), tylne amortyzatory (Gabon)
Zmiana oleju: (1) – Ghana
Kapcie: (3) – Sierra Leone, Ghana, Kamerun
Felgi skrzywione: (2) – Nigeria
Dekle stracone: (3) – Senegal, Gwinea (2X)
Wypadki: 0
Mandaty: 0
Choroby: 0

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on CZWARTY ETAP II część

CZWARTY ETAP I część

Po wizycie w porcie transportowym Calabar okazało się, że żadne Ferry Boat nie kursują do Limbe w Kamerunie, tylko towarowe statki raz na tydzień tam płyną. …Po rozmowie z armatorem statku prawie się zgodziłem na rejs, nawet dałem zaliczkę.
Był to statek typowo towarowy podobny do kursujących po Amazonce w Brazylii i z brakiem miejsca na „Zabawkę”, którą armator chciał wepchnąć na siłę wśród towarów by pobrać opłatę na lewo od białego.

Dodatkowy odcinek w Nigerii
…Byłem już blisko zdecydowania ale podziękowałem za transport. Amator zwrócił mi przedpłatę.Z samego rana pomknąłem na północ by znależć się jak najszybciej w Limbe.
… Przez ostatnich kilka godzin jazdy w Nigerii myślałem, że samochód się nie wyrobi. Głębokie doły wypełnione brązową wodą wydawały się nie do sforsowania przez „Zabawkę”. Często zatrzymywałem się przed przeszkodą i patrzyłem jak inne samochody przejeżdżają. …Znów „Zabawka” mnie zaskoczyła, sunęła jak amfibia pchając wodę przed sobą by wydostać się na powierzchnię drogi. Inni kierowcy z SUVów patrzyli się z niedowierzaniem; co za wspaniały samochód (pomijając kierowcę, sic).
Na kameruńskiej granicy było spokojniej, bez blokad przejazdu, bez groźnych wymuszeń jałmużny, bez podkładania deski pod koła z gwoździami itp.
…Nie będę tęsknił za tym krajem. Goodby Nigeria! – ostatni kraj w Zachodniej Afryce.

…Zachodzące słońce na czerwono rokowało pogodę w pierwszym kraju Centralnej Afryki.
Kamerun (16), (155)
Po stronie kameruńskiej nie było pomocników turystycznych, nie widziałem rąk wyciągniętych. Ludzie widząc cudzoziemca ustępowali miejsca…. Inny świat.
…Jeden tubylec właściciel „Academy of Dogs and Animals” z podnieceniem opowiadał o swoim biznesie. Po ciekawej propozycji być może wrócę tu jeszcze; psi temat zawsze mnie interesuje.

Nie pospieszyłem tego dnia, opona pękła z boku i trzeba było zawólkanizować. Skutek dróg nigeryjskich. Na ogół dobra nawierzchnia drogi pomogła osiągnąć Limbe przed wieczorem. W hotelu „Victoria” przenocowałem by rankiem znalaźć się w porcie skąd odpływają statki na Gwineę Równikową do Malabo.
…Stał przy brzegu jeden kuterek. Wyglądało jakby czekał na pasażerów. Ale to mały statek towarowy z możliwością zabrania jednego pasażera. Ucieszony byłem nieco, że może będę tym pasażerem nie widząc nikogo dookoła. …Klops z nadziei, odpływa za dwa dni.
Nie zastanawiając się postanowiłem dotrzeć do Gwinei Równikowej drogą od strony Kamerunu. Jeszcze pojechałem w stronę góry wókanicznej by zobaczyć płynącą leniwie lawę gdzie niegdzie.
Z ciekawo położonego miasta pomiędzy Górą Mt. Camerun, najwyższą w kraju (4095m) i brzegiem oceanu w lesie tropikalnym pojechałem w stronę Yaounde, kameruńskiej stolicy, do miejsca granicznego z którego rozdzielają się drogi do Gwinei Równikowej i Gabonu.
Niemalże w jednym miejscu załatwia się sprawy wyjazdowe z Kamerunu i wjazdowe do przyściennych krajów. W między czasie obleciała przy granicy wiadomość, że Gabon zamknął na tydzień bramę wjazdową do poniedziałku dla turystów z powodu domowych zamieszek na tle politycznym. Nie zmartwiłem się tym bardzo by zaległe urodziny celebrować nad Atlantykiem w jedynym kraju Afryki hiszpańsko języcznym.

Gwinea Równikowa (17), (156)
Trochę przeciągnęło się na granicy do Gwinei Równikowej. Pomogł mi Informator Turystyczny w którym napisano, że turyści z Unii Europejskiej lub Stanów Zjednoczonych mogą otrzymać wjazdową wizę na granicy. Ale jakoś to nie często praktykowano. …Skończyło się na wbiciu wizy z życzeniami przyjemnego pobytu.
…Po wjechaniu na autostradę poczułem, że jestem w kraju bardziej cywilizowanym. Nie zauważyłem bałaganu i jako takiej biedy.
…Zastopowali mnie z nienacka jacyś policjanci i po sprawdzeniu dokumentów zażądali zapatę za nielegalną jazdę w koszulce gimnastycznej. Od razu pomyślałem, ze to inna droga uzyskania pieniędzy. …Trzeba pamietać, że Gwinea Równikowa jest w światowym rankingu korupcyjnym na 14 miejscu. Tu całe wydobycie oleju jest opanowane przez amerykańską rafinerię.
…Gdy zapytali gdzie jadę to odpowiedziałem, że szukam miejsca bezpiecznego na zaparkowanie samochodu, który jest moim hotelem w podróży. Myślę o zaparkowaniu przy budunku policyjnym. Ci w śmiech, że tu nie praktykuje się tego rodzaju parkowania przy policji.
….Po jakimś czasie jeden z nich powiedział żebym pojechał za nim. Jechałem bardzo długo aż wjechałem na duży plac przy dużym kościele. Tam było bezpiecznie, parking był strzeżony. Nic więcej mi nie potrzeba było tej nocy. …Odjechali bez pożegnania.

Niespodzianka urodzinowa.
Rano, obudziło mnie śpiewanie kościelne więc poszedłem posłuchać. Po mszy spotkałem proboszcza tej parafii z Katedry de Bata „Virgen del Pilar” – O. Bernardino..
On wiedział o moim zaparkowaniu i zaprosił mnie do kancelarii na pogawędkę. Powiedziałem mu, że moim celem jest odwiedzenie Bata i celebrowanie zaległych urodzin w pobliżu oceanu. Ucieszył się bardzo z mojej wizyty i zaproponował mi kilku dniowe zatrzymanie się. …Nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Zaprosił mnie na śniadanie i przedstawił sprawę swoim podopiecznym. Poczułem się jak w rodzinie.
…Podczas objadu wręczono mi ciasto urodzinowe i karton wina hiszpańskiego. Każdy z księży podchodził z życzeniami i nalewał sobie wina na tę rzadką okazję.

Z młodzieżą
W między czasie padre zorganizował sobotnie spotkanie. Przydał się globus. W wesołej atmosferze po hiszpańsku młodzież szkolna zadawała mi swoiste pytania: gdzie spotkałem patrona finansowego tej wyprawy?, Dlaczego nie siedzę w domu tylko podróżuję?, Po co mi ta podróż dookoła Afryki?, itp.
Odczuwałem lęk podróżowania u młodzieży. Nie jest zorientowana co do położenia swojego kraju w świecie. Ba, przez nieoznakowanie miast i kierunków wylotowych ludzie niechętnie zajmują się turystyką prywatnie w swoim kraju. Odczuwa się brak atmosfery turystycznej w kraju. Ich jedyną rozrywką jest sport i tele-nowele w TV oraz spotkania kościelne na czym korzystają duchowni powiększając aktywność i członowstwo swoich parafii. Oto chodzi rządzącym, by mieszkańcy się nie rozpraszali.
Z chęcią słuchali moich opowiadań. Poprawiali mój hiszpański za co byłem im wdzięczny. Śmieliśmy się razem. Dwie godziny spotkania zleciały szybko. Opiekunowie byli zadowoleni. …Otrzymałem na pamiątkę globus i zaproszenie na następne odwiedziny. Zaproszenie przyjąłem, globus zostawiłem.

Poniedziałek, 2go pażdziernika, 182 dzień afrykańskiej podróży.
Po śniadaniu pożegnalnym opuściłem przyjazne miejsce, które będę długo wspominał. Skręciłem na austradę wylotową do bliższego przejścia granicznego z Gabonem. Teoretycznie wyglądało dobrze ale praktycznie nie do zrealizowania bo granica była zamknięta dla ruchu turystycznego. Wróciłem do poprzedniego przejścia. Tam dowiedziałem się, że tego dnia będzie można wjechać do Gabonu.
…Na granicy spisano dane by pod opieką przedstawiciela „Organizacji Narodów Zjednoczonych” (UN) pojechać do siedziby imigracyjnej po wizę gabońską.

Gabon (18), (157)
Pojechałem na południe pomijając stolicę. Przez parę dni rozglądałem się na boki mijając wioski i miasteczka gabońskie. Daleko im do wyglądu posiadłości gwinejskich ale widać było zamożniejsze domki jak w innych krajach afrykąńskich. Bieda zauważalna była za pierwszym rzędem domów przyszosowych gdzie dzieci biegały nago bawiąc się zabawkami zrobionymi domowym sposobem.
…W przewodnikach i broszurkach można wyczytać o miejscach godnych zwiedzania ale drogich i nie zorganizowanych. Jak w innych krajach afrykańskich wszystko wygląda pięknie …ale teoretycznie.
Ostatnią noc w hotelu garnizonowym wykorzystałem na odpoczynek i doprowadzenie się do lepszego wyglądu.
Zaplanowałem podjechać pod granicę Conga w ostatnim dniu ważności wizy. Jeden z pracowników powiedział do zobaczenia jutro o godz. 8:00.

„Zabawka” w potrzebie
Jadąc poczułem jak podczas pokonywania głębokiego dołu lewa strona nie podniosła się szybko do góry. Okazało się, że amortyzator wysiadł. Co robić? Jeszcze tego dnia pojechałem 120 km do mechanika by naprawić awarię. Przy okazji wymieniono dwa amortzatory. Wydałem prawie ostatnie pieniądze na naprawę.
Czwartek, 6 października. Czekałem głodny na szefa imigracyjnego do 11:00. Po sprawdzeniu paszportu powiedział, że granica jest zamknięta turystycznie przez ministerstwo aż do odwołania. Żebym sobie czekał na terenie Misji Katolickiej.
…Co mi pozostało. Zapytałem o pozwolenie parkowania na terenie misyjnym. Zgodzono się pod nieobecność proboszcza. …W ciszy na stołówce korzystałem z prądu i uzupełniałem pisanie. Kucharka poczęstowała obiadem (makaron z mięsem i soją), tak, że byłem syty aż do wieczora.
…Niespodziewanie wpadł szef imigration, trochę zmieszany moim widokiem posiedział pięć minut i wybył. Powiedział, żebym pamiętał przyjść do biura o 8:00. OK.

8:00 godzina, czekam pół godziny na gościa. …Dzień dobry, paszport i wiza wpisana na miesiąc bez słów na przejazd w Gabonie do granicy. Po co mi tyle dni jak inne wizy tracą wazność (powtórka z konsulem nigeryjskim).

…Czekał też na wizę pięć dni jeden biały Afrykańczyk z RPA, który jechał Land Roverem z Kazachstanu do Pretorii. Spieszył się bardzo bo tak jak i mi wizy traciły ważność. Zaproponował mi jazdę razem i na skróty, które znał po części z poprzednich wypraw motocyklem.

Zgodziłem się niepewnie.

Pozdrowienia z Gabonu! – Jędrek

Nieco statystyki „Zabawki”:
W Afryce: 184 dni
Dystans: 20,950 km
(Przeciętna jazdy: 114 km / dzień)
Zaliczone 17 krajów: w tym Kamerun (4 dni), Gwinea Równikowa (4 dni), Gabon (5dni)
Potrącenia (1) koziołek (Mauretania)
Kłopoty: (2) zguba karty kredytowej (Gwinea), kartki paszportowe (Nigeria)
Urazy: (2) zwichniete palce w ręce (Senegal), skręcenie nóg w kolanach (Ghana)
Naprawa samochodu: (3) karoseria (Liberia), tłumik (Nigeria), amortyzatory (2X Gabon)
Zmiana oleju: (1) (Ghana)
Kapcie: (3) (Sierra Leone, Ghana, Kamerun)
Felga skrzywiona: (2) (2X Nigeria)
Szybkość w drodze: 5-30 km/h teren, 100-110 km/h autostrada
Wypadki: 0
Choroby: 0

Posted in Afryka 2016 | Comments Off on CZWARTY ETAP I część