TRZECI ETAP I część

Jeszcze raz w Gwinei
Przed wyruszeniem w podróż afrykańską wiedziałem, że tam zawsze coś się dzieje. Najbardziej obawiałem się zamieszek na tle politycznym, kiedy ludzie nie liczą się z cudzym mieniem i wyzwala się dzicz tkwiąca w ich charakterze.
Z przykrością wróciłem znad granicy Wybrzeża Kości Słoniowej po decyzji panów w mundurach granicznych z wadzą. …Cyrk bez granic. Bez rozmowy do ręki nic się nie załatwi.

Zatrzymałem się przed bankiem by pobrać pieniądze i zauważyłem brak niektórych dokumentów w saszetce. Natychmiast unieważniłem kartę kredytową i złożyłem meldunek na Policji, żeby sprawdzili na punktach kontrolnych co z moją zgubą.
Poznany poprzedniego dnia na posterunku policji Desire podszedł do mnie i zaoferował pomoc. Powiedział: do wyjaśnienia sprawy zatrzymaj się u mnie, mam miejsce.

W przyjacielskiej posiadłości.
Zaparkowałem przed cementowym domem na ścieżce polnej miasteczka N’Zerekore. Desire ostrzegł, żebym zamykał szczelnie samochód dla bezpieczeństwa. Zaprosił do środka i wskazał gościnne miejsce. Był to pokój przejściowy bez mebli z podłogą wyłożoną skorupkami ceramicznymi. Ściany surowe nie pomalowane jeszcze od postawienia domu.
Po czasie poznałem żonę Lusi i 8-miesięcznego synka z którym nie rozstawała się nawet na chwilę. Atmosfera na wesoło, angielski Desirego był podobny do mojego francuskiego. Lusi z mężem rozmawiała swoim tubylczym „malinke”. Kontakt był.
A że wieczór się zbliżał więc Desire przyniósł jakiś gąbczasty materac z innego pomieszczenia i rzucił pod ścianę. Zawiesił na belce, otwartego częściowo sufitu, moskiterę. Przyniósł drugi materac dla siebie i rzucił na podłogę w innym miejscu. Wniósł drewniane masywne krzesło, żebym miał miejsce na swoje rzeczy. Z samochodu przyniosłem kołdrę i poduszkę. Przytuliłem się do poduszki po dniu emocji i zasnąłem nie wiem kiedy.

Obudziłem się rano wyspany, niepogryziony przez komary. Aluminiowy gar ciepłej wody czekał na kąpiel. Do tego celu był pokoik 3 x 5 m kw, bez drzwi z zasłonką i z podłogą betonową skośnie ułożoną do tylnego boku. W dzień i w nocy służył do siusiania a wieczorem czy rano jako łazienka do kąpania. Przed kąpielą Lusi ruzgą i wodą chlorowaną zmywała zawsze tam podłogę. Desire wniósł wodę i ławeczkę bym się swobodnie mógł obmyć.
Do innych celów służył wychodek za domem. Jest to małe pomieszczenie bez dachu i drzwi z leżącą w środku betonową płytą z małym otworem nad wykopanym dołem. Nie mogłem się zmusić w takich warunkach przy wydeptanej ścieżce po której biegają wcipskie dzieciaki. …Desire woził mnie do znajomego hoteliku bym mógł czuć się swobodniej ze swoimi potrzebami.

Na stoliku przed domem na odkrytym ganku czekało śniadanie – świeża długa bułka z majonezem i jajkiem pokrojonym w środku, torebka plastikowa z zimną wodą. Na moje życzenie znalazła się kawa przyniesiona w torebce. …Nawet zjadłem z apetytem. Nie przeszkadzali mi przechadzający ludzie, ocierając się prawie o dom i zaglądając do garka. Jak to na wsi, bez prądu i wody bieżącej z dala od centrum. Wodę Lusi przynosiła od sąsiada z rana w misie i innych naczyniach by starczyło podczas dnia na jakiś czas.
Okazało się, że Desire jest panem dwóch domów zostawionych przez ojca. A na wygląd wydaje się, że ledwo żyje z dnia na dzień i łączy koniec z końcem. Motocykl zarejestrował jako „mototaxi” i świeży grosz wpada mu dziennie od stałych klijentów. Wydawał się niezaradny ale tylko na pozór, drugi dom wynajmował.
Objad jadłem z jedej michy łyżkami razem z Desire. Przeważnie ryż z polewką pikantnej, gęstej jak gulaż, zupy rybnej. Smaczna potrawa, ale piekło aż do żołądka. Na popicie herbata, którą wiozłem z sobą. Na kolację bułeczka z majonezem i gorąca kawa kupiona w sąsiednim sklepiku. Doprawianie było w domu mlekiem konserwowym, normalnego brak.

Po kilku dniach przejadło mi się te jedzenie, szukałem urozmaicenia w reaturacyjkach ulicznych.
Źle się czułem będąc bezinteresownie goszczony. Nawet za upranie ciuchów i umycie samochodu nic nie chcieli. W między czasie, co dzień, dawałem im jakieś rzeczy i upominki, które wiozę z sobą.

Niewiasty od młodości noszą wszystko na głowie i dzieci w chuście na plecach (raczej na pupie odstającej trochę do tyłu). Więc mocny kręgosłp służył do dźwigania wszystkiego (pojemników, misek, koszy, drzewa, worków itp). Karmienie niemowlaków odbywa się ekologicznie piersią bez wstydu, nie zwracając uwagi na otoczenie.
Swój nabyty motocykl Desire wprowadza po schodach na noc do domu, mówiąc, że śpi spokojniej. Mimo wszyscy znają wszystkich to strzeżonego Pan Bóg strzeże. Lusi przez okres karmienia śpi w domu matki. Do swojego przyczodzi rano około 7:00 a opuszcza na noc około 21:00. Przez cały dzień pracuje jak mrówka, sprzątając, piorąc, gotując, znosząc wodę w pojemnikach, karmiąc malucha, robiąc zakupy itp. Kiedy mąż zajmuje się czasowo zabawianiem syna, ma wtedy chwilę na odpoczynek i przyjemny uśmiech.

W niedzielę towarzyszyłem w pójściu do kościoła. Wypełniony po brzegi. Młodzież pomagała wskazać wolne miejsca; by nie stać. Obrzędek podobny do wszystkich z niewielkimi różnicami. Nie zbierają na tacę. Tu kiedy jest pora każdy idzie w kolejce i wrzuca datki do koszy przed oltarzem. Wszyscy pięknie śpiewają na głosy z podkładem bembenków i grzechotek. Po mszy św. ksiądz odbywa pod baldahimem rundę wokół zabudowań kościóka z tańczącymi niewiastami w rytm żeńskiej orkiestry. Wszystko wygląda radośnie i kolorowo. Nie czuje się długości mszy. To jest największa impreza tygodnia dla wszystkich. Pomimo, że kraj jest w większości muzułmański panuje powszechne zrozumienie i wzajemny szacunek do obrzędów.

…Rozmowa z bankiem w sprawie wyrobienia nowej karty kredytowej napotkała na wielkie trudniści przez bałagan i niekonsekwencje urzędników. …Być może zabraknie funduszy na dalszą podróż. Kazali mi czekać 7 dni roboczych by w efekcie powiedzieć, że nie załatwiają na odległość ani „on line” w internecie. Kończące się zasoby finansowe skróciły wydzwanianie.

Końcówka gwinejskiego dobrobytu
Zleciało ponad tydzień. Dnie były podobne do siebie, parno, padało wieczorem lub w nocy. Deszcz wygrywał melodje na blaszanych dachach. Na policji brak potwierdzenia kontaktu z bramkami kontrolnymi. Dałem spokój, olali sprawę; szkoda czasu. Korespondencja internetowa z kłopotami. Stare komputery oprogramowane po rosyjsku były zawirusowane.

Zwrócilem się o tymczasową pomoc finansową do bardziej zaufanych przyjaciół. Do transferu wykorzystałem jeden punkt w mieście – Western Union. …Sprawę z kartą debytową odłożyłem na później. Dałem Desire gotówkę, był zadowolony; powiedział dosyć.
Musiałem okrążyć Wybrzeże Kości Słoniowej lądem lub wodą. Wybrałem lądem.

Nadszedł dzień wyjazdu ( piątek, 3 czerwca 2016) z N’Zerekore w stronę granicy Mali, kraju owianego legendą o rozbojach…. Ciekawy byłem nowych niespodzianek.
Po południu nowe kilometry zaliczała już „Zabawka”. Po kiepskich drogach jechało mi się powoli.

Tak poznałem życie w rodzinie, które jest nie widoczne na ogół.

Pozdrawiam z Gwinei!
– Jędrek

This entry was posted in Afryka 2016. Bookmark the permalink.